wtorek, 30 sierpnia 2016

Rozdział 6

Kiedy już umyta i w Bartkowej koszulce wyszłam z łazienki, zadzwonił dzwonek do drzwi. Kurek wyszedł z kuchni i kiedy zobaczył, co mam ubrane powiedział:-Do salonu, ale już! Bo będzie się na ciebie gapić i nigdy sobie nie pójdzie- zaśmiałam się, ale weszłam do salonu i usiadłam na kanapie. Chwilę później dołączył do mnie Bartek. Odpaliliśmy jakiś film i zaczęliśmy jeść.
-Idę po sok- stwierdziłam po trzecim kawałku. Wyciągnęłam z lodówki karton soku i wróciłam z nim na kanapę.
-Też chcę- mruknął Bartek, gdy miałam zamknąć opakowanie. Podałam mu więc napój i wzięłam kolejny kawałek pizzy. Koło dwudziestej drugiej powiedziałam:
-Dobra, ja odpadam. Idę spać.
-Dobranoc- Odpowiedział Bartek z uśmiechem. Odwzajemniłam ten gest i poszłam się położyć. Długo się wierciłam i nie mogłam zasnąć. Kilkanaście minut po mnie w pomieszczeniu pojawił się Kurek. Starał się być cicho, ale postanowiłam nie utrudniać mu zadania i powiedziałam:
-Nie śpię, nie musisz się skradać.
-To dobrze- westchnął i padł na łóżko jak kłoda. Po chwili przewrócił się na prawy bok i spojrzał na mnie. Przekręciłam głowę posyłając mu pytające spojrzenie.
-Chcesz coś?
-Mam propozycję- zaczął. Milczałam, więc kontynuował.- Zamieszkaj tu ze mną. W trakcie sezonu reprezentacyjnego mieszkanie stoi puste. A w trakcie ligowego też nie ma mnie bardzo często.
-Wiesz- nie miałam pojęcia, co powiedzieć.- Nie wiem, co mam ci odpowiedzieć. Nie chcę ci zawadzać.
-Gdybyś mi zawadzała, to nie proponowałbym ci wspólnego mieszkania.
-A co ze spaniem?- zapytałam łapiąc się ostatniej deski ratunku.
-A źle ci tak?- powiedział przyciągając mnie do siebie. Moje serce zabiło troszkę szybciej, ale nie dałam tego po sobie poznać. Westchnęłam i zadarłam głowę, aby spojrzeć mu prosto w oczy.- No już, nie rób takiej miny. Dobranoc- uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło.
-Dobranoc- odpowiedziałam i zamknęłam oczy.
Obudził mnie wspaniały zapach unoszący się w całym mieszkaniu. Wygramoliłam się więc z łóżka i poszłam do kuchni.
-Cześć- powiedział Bartek, kiedy mnie zobaczył i odłożył ostatniego naleśnika na talerz.
-Hej- mruknęłam i podeszłam do siatkarza, po czym się do niego przytuliłam. Ten mocno mnie objął i zapytał:
-Zuzia, coś się stało?- nie odpowiedziałam, więc delikatnie odsunął mnie na długość ramienia i zapytał- Zuzia?
-Nie, nic. Po prostu mam zły dzień i jakoś tak mi smutno- powiedziałam i zajęłam się robieniem kawy.
-Bez powodu ci smutno?- zadał kolejne pytanie Bartek, przytulając się do moich pleców.
-Tak wyszło- odparłam i odwróciłam się, z zamiarem ponownego wtulenia się w chłopaka. Przerwał mi jednak dzwonek do drzwi. Bartek uśmiechnął się przepraszająco i poszedł otworzyć.
-Dorota?- zapytał zszokowany.
-Cześć kochanie!- pisnęła jakaś dziewczyna w odpowiedzi. Nie przypominam sobie żadnej Doroty.
-Co ty tu robisz?!- Bartek wyraźnie nie był zadowolony z wizyty dziewczyny.
-Przyjechałam do ciebie kochanie!- zaświergotała.
-Nie mów tak do mnie- warknął Kurek. Postanowiłam mu pomóc, najwyżej się wścieknie.
-Kotku, kto to jest?- zapytałam wychodząc z kuchni. Dorota była tlenioną blondyną z tipsami sięgającymi do podłogi.
-Zdradziłeś mnie?!!!- zawyła dziewczyna. Podeszłam do Bartka, a ten objął mnie ramieniem.
-Nie jesteśmy już razem! Przestań mnie nachodzić i daj mi święty spokój!- powiedział Kurek i zamknął dziewczynie drzwi przed nosem. Odsunęłam się od niego i spojrzałam pytającym wzrokiem.- No co?- warknął tym razem w moją stronę.
-Warczeć możesz na swoją blond koleżankę- powiedziałam, po czym poszłam do kuchni, aby zalać kawę. Zabrałam swoją i poszłam do sypialni. Nie byłam głodna, więc chwyciłam laptopa i zajęłam się projektem.  Kwadrans później pojawił się Bartek. Usiadł obok mnie, zabrał mi laptopa, którego odstawił na szafkę i położył głowę na moich kolanach.
-Poznałem ją przypadkiem na jednej z imprez. Jakieś dwa miesiące po twoim wyjeździe. Pewnie domyślasz się, jak skończyła się ta znajomość. Dość szybko to przerwałem. Nie nachodziła mnie, myślałem, że będę miał spokój. A okazuje się, że nie. Chociaż, może po tym, jak cię dzisiaj zobaczyła. Tak w ogóle, to dziękuję. Gdyby nie ty, pewnie nadal musiałbym z nią dyskutować.
-Nie ma sprawy- uśmiechnęłam się lekko. Zaczęłam się bawić jego włosami. Chłopak mruknął zadowolony, co spowodowało, że po raz kolejny na mojej twarzy pokazał się szeroki uśmiech.
-Chyba ci się humor poprawił, co?- zapytał nagle Bartek.
-No trochę- odpowiedziałam, po czym położyłam się obok chłopaka i mocno w niego wtuliłam.
-Jakaś taka przytulaśna się ostatnio zrobiłaś- zaśmiał się Kurek.
-Przeszkadza ci to?- spytałam nie odrywając głowy od jego klatki piersiowej.
-Ani trochę- powiedział. Poleżeliśmy tak z godzinkę, gdy nagle odezwał się mój telefon. Niechętnie podniosłam się i chwyciłam urządzenie. Na ekranie widniał numer mojej starszej siostry.
-Cześć Aduś- odebrałam.
-Hej. Mam świetną wiadomość- prawie krzyknęła do słuchawki.
-Słucham cię uważnie.
-Tośka już chodzi! Co prawda, na razie tylko przy meblach, ale jednak!- poinformowała mnie siostra. Tosia, to córeczka mojej siostry, a moja chrześnica. Niedługo będzie miała roczek.
-Naprawdę?! Jejku, ale się cieszę! Wyślij mi na maila filmik i zdjęcia tej gwiazdy. Koniecznie!- poprosiłam siostrę.
-No jasne. A co tam u ciebie?- zapytała.
-Znalazłam miejsce na biuro. Co prawda do remontu, ale niedużego.
-Skoro tak, to daj znać Damianowi albo Szymonowi. Podeślą ci jednego, dwóch robotników i będzie super- stwierdziła Ada.
-Taki mam plan. I tak pewnie wpadnę za jakiś tydzień, bo muszę pokazać skończony projekt i przy okazji zabrać część rzeczy- poinformowałam siostrę.
-To wspaniale! Nawet nie wiesz, jak się cieszę!
-Ale Aduś, błagam, nie mów nic mamie. Bo jeżeli coś mi tu nie wypali, albo zwyczajnie nie będę miała czasu, to mi nie wybaczy i będzie mnie dręczyć.
-Nie ma sprawy. W sumie, to mama byłaby do tego zdolna.
-No właśnie.
-Przepraszam cię bardzo, ale muszę kończyć. Tośka zaczyna wyjadać ziemię z kwiatków!- powiedziała siostra i się rozłączyła. Spojrzałam na ekran telefonu i zaczęłam się śmiać. Nie mogłam się uspokoić. Bartek spojrzał na mnie zaskoczony.
-Co ci jest?- zapytał.
-Tosia- zaczęłam, ale nie mogłam powstrzymać wybuchu śmiechu. Po chwili udało mi się uspokoić.
-Już? Dobrze?- zapytał Bartek.
-Tak. Tośka umie już chodzić przy meblach- powiedziałam dumna.
-I to cię rozbawiło?
-Nie. Rozbawiło mnie to, że Ada musiała kończyć, bo Tośka zaczęła wyjadać ziemię z kwiatków.
-W życiu wszystkiego trzeba spróbować- stwierdził Kurek, po czym się zaśmiał. Ja wstałam i wyjęłam ubrania z walizki, po czym poszłam do łazienki. Wyszłam dziesięć minut później i znów zajęłam się projektem. Koło czternastej Bartek zapytał:
-Co robimy na obiad?
-Nie mam pomysłu. Może skoczymy na miasto?- zaproponowałam.
-Świetny pomysł. Zbieraj się- powiedział. Zapisałam więc projekt i odłożyłam laptopa. Ubrałam obcasy, żeby nie wyglądać przy Bartku jak mała dziewczynka. Zabrałam torebkę i wyszliśmy z mieszkania. Wsiedliśmy do auta Kurka i, niestety, to on prowadził.
-Gdzie jedziemy?- zapytałam.
-Jest takie fajne miejsce, na które trafiłem przypadkiem. Dobre jedzenie i fajna atmosfera- odpowiedział.
-Zobaczymy- stwierdziłam i już się nie odzywałam. Zaparkowaliśmy pod niewielką restauracją i wysiedliśmy z samochodu. Bartek otworzył przede mną drzwi i ujrzałam ciekawie urządzone miejsce. Zajęliśmy stolik w rogu pomieszczenia, a kelner przyniósł nam menu. Uśmiechnął się on do mnie, co odwzajemniłam, a chwilę później schowałam nos w kartę. Po chwili ten sam kelner przyjął nasze zamówienia. Kolejny raz posłał mi uśmiech, który kolejny raz odwzajemniłam. W czasie, gdy czekaliśmy na nasz obiad, rozmawialiśmy z Bartkiem o moim pobycie w Hiszpanii.
-Dzięki temu wyjazdowi lepiej poznałam Gośkę- powiedziałam.
-No wiesz, przygarnęła cię pod swój dach i w ogóle- stwierdził Bartek. W tej chwili dostaliśmy nasze zamówienia. Kelner znowu się uśmiechnął, co tym razem zignorowałam, ponieważ zaczynał mnie okropnie irytować.
-Faktycznie dobre jedzenie- odezwałam się po chwili.
-A nie mówiłem. Ale i tak ostatni raz tu jemy- mruknął.
-Dlaczego?- zapytałam zszokowana.
-Bo ten kelner zjada cię wzrokiem- wyjaśnił.
-Coś w tym złego?
-Teoretycznie nie- powiedział.
-A praktycznie?
-A praktycznie to między jednym a drugim wzrokowym kęsem, stara się mnie zabić, również wzrokiem- stwierdził Bartek, co spowodowało mój niekontrolowany wybuch śmiechu.- Uspokój się. To wcale nie jest zabawne.
-Ani troszeczkę- odparłam hamując śmiech.- Ale nie martw się. Jak będziemy wychodzić, to poślesz mu triumfalne spojrzenie z wysokości ponad dwóch metrów.
-Dlaczego triumfalne?- zapytał, a ja westchnęłam.
-Bo to ty masz możliwość wyjścia ze mną a nie on? Jeny, myślałam, że jesteś bardziej inteligentny.
-Wypraszam to sobie! Jestem inteligentny- powiedział pewnie.
-Ależ oczywiście. Nie wątpię w to.
-Znam ten ton- stwierdził Kurek. W tym momencie odezwał się mój telefon.
-A ja ten dzwonek- zaśmiałam się i wyciągnęłam komórkę. Na ekranie widniała wiadomość od Olki:
Masz trzy minuty, żeby wyjść do toalety i zadzwonić!!!
-Coś ważnego?- zapytał Bartek.
-Jakiś konkurs- mruknęłam. Po pół minucie powiedziałam.- Przepraszam cię bardzo, ale muszę iść do do toalety- po czym wstałam, zabrałam komórkę i ruszyłam do wspomnianego pomieszczenia.

*********************
To znowu ja! Zapraszam do czytania.
Pozdrawiam, Dream <3

niedziela, 28 sierpnia 2016

Rozdział 5

*perspektywa Bartka*

Kiedy skończył się trening zmęczeni wróciliśmy do szatni. Wzięliśmy prysznic i z torbami na ramieniu kolejno opuszczaliśmy szatnię. Pierwszy wychodził Archem. Alek już podnosił rękę do klamki, ale zatrzymała się ona w połowie drogi, ponieważ Fabian zapytał:-Bartek, Zuza wróciła?- Alek odwrócił się od drzwi z zaskoczonym spojrzeniem. Igła przerwał ubieranie buta i patrzył na mnie z zaciekawieniem i zniecierpliwieniem, ale bez jednego buta. Schops również spojrzał na mnie zaciekawiony. Ja przerwałem zapinanie torby. Dokończyłem jednak tą czynność i zmierzyłem się z zaskoczonymi spojrzeniami kumpli. Większość z nich znała i lubiła Zuzię. A ta część, która nie znała była zaciekawiona reakcją reszty.
-Tak- odpowiedziałem. Igła mruknął coś pod nosem, a Alek zapytał:
-Dogadaliście się?
-Tak. Wyjaśniliśmy sobie wszystko i już jest dobrze- Igła słysząc to poderwał się wściekły i podszedł do mnie.
-Wyjaśniliśmy?! To teraz takie rzeczy się wyjaśnia?!!- ryknął. Pierwszy raz widziałem go aż tak wściekłego.
-Krzysiek- zaczął Archem i zaszedł drogę Igle, żeby ten nie podszedł zbyt blisko. Poczułem rękę Pita na ramieniu. Odetchnąłem głęboko i spojrzałem Krzyśkowi w oczy. Ten odepchnął Alka, podszedł do mnie i mimo różnicy wzrostu patrząc prosto w oczy powiedział- Nie mam zamiaru po raz drugi jej pocieszać, bo potraktowałeś ją jak szmatę. Wiesz, że wtedy ona przyjechała do nas? Całą noc płakała. Na wiele była gotowa, ale nie na coś takiego. Pierwszy raz widziałem tą dziewczynę w takiej rozsypce. Pierwszy i ostatni. I gdyby nie fakt, że obiecałem jej, że nic ci nie zrobię to i wtedy i teraz i przy wielu innych okazjach dostałbyś w ryj Kurek- zakończył, ubrał drugiego buta, zgarnął torbę i wyszedł. Alek poszedł za nim. Usiadłem na ławce i schowałem twarz w dłoniach. Czułem obecność Pita. Słyszałem, jak szatnia pustoszała.
-Przepraszam cię stary. Nie myślałem, że tak się to skończy- powiedział nagle Fabian.
-Nie ma sprawy. Nic się nie stało- odpowiedziałem. Usłyszałem, jak Drzyzga wyszedł z szatni.
-Bartek- zaczął Nowakowski.
-Piotrek, powiedz mi, dlaczego ja jestem takim debilem. Najpierw nagadałem Zuzi takich głupot, że głowa mała. Potem przez osiem miesięcy nie potrafiłem bez niej żyć. A teraz, kiedy myślałem, że wszystko się ułożyło, to pokłóciłem się z Igłą.
-Nie pokłóciłeś się z nim. Krzysiek nie jest na ciebie zły. No, może trochę. On jest zawiedziony, bo wszystko wróciło. Cała ta sprawa- próbował wyjaśnić Pit.
-Dobra, nie ważne. Jestem kompletnym kretynem. Zdarza się. Nie ja pierwszy i nie ostatni- stwierdziłem, co wywołało śmiech mojego przyjaciela.

*perspektywa Zuzy*

Siedziałyśmy z dziewczynami w kawiarni rozmawiając i co chwila wybuchając śmiechem. Nagle dostałam Sms'a. Wyciągnęłam telefon i przeczytałam:
Wiem, że wróciłaś. Chyba musimy pogadać. Widzimy się za kwadrans w parku. Czekam!
Westchnęłam.
-Coś się stało?- zapytała Ola.
-Tak. Igła już wie, że wróciłam. Najtrudniejsza rozmowa czeka mnie za kwadrans. Przepraszam was dziewczynki, ale muszę uciekać. Poradzicie sobie?- zapytałam dopijając kawę i zostawiając odpowiednią kwotę na stoliku.
-Jasne, leć- powiedziała Monia.
-Dzięki dziewczyny. Pa- uśmiechnęłam się lekko, po czym pożegnałam się z każdą całusem w policzek i wyszłam z kawiarni. W parku byłam o wyznaczonym czasie. Ruszyłam do fontanny, ponieważ to ulubione miejsce Igły. Nie pytajcie skąd wiem. Kiedy byłam praktycznie obok fontanny zobaczyłam Krzyśka siedzącego plecami do mnie na jednej z ławek. Wpatrywał się w wodę. Usiadłam obok niego, nie wiedząc, czy się odezwać.
-Wróciłaś- odezwał się po chwili.
-Wróciłam.
-Dlaczego mnie nie poinformowałaś?
-Nie wiedziałam, jak mam to zrobić.
-Zuzka- westchnął libero.- Wiesz, że mu odpuściłem, ale dziś po treningu- zaczął i opowiedział mi całą sytuację.
-Krzysiek. Prosiłam cię- tym razem ja westchnęłam.
-Powiedz mi dlaczego wróciłaś? Czemu go tak po prostu nie olałaś? Dlaczego po tym, co zrobił dałaś mu kolejną szansę?- pytał i patrzył ciągle w moje oczy.- Zuzia... ty. Ty go kochasz- wyszeptał.
-Zwariowałeś- stwierdziłam i odwróciłam głowę.
-Nie uciekniesz od tego- zaśmiał się.- Dlaczego ja na to wcześniej nie wpadłem? Przecież to takie logiczne- mówił.
-Krzyś- zaczęłam i poczułam pierwszą łzę na policzku.
-O nie, moja droga. Płakać, to ty nie będziesz!- powiedział pewnie. Udało mi się uspokoić. Spędziłam z nim w parku jeszcze trochę czasu, po czym wróciłam do mojego tymczasowego domu. Weszłam do mieszkania i usłyszałam grający telewizor. Zostawiłam w korytarzu torebkę i buty, po czym ruszyłam do salonu.
-Cześć- powiedziałam do Bartka, siadając obok niego.
-Hej- mruknął.
-Co jest?- zapytałam i odwróciłam głowę od telewizora, aby spojrzeć na chłopaka.
-Nic.
-Bartek- westchnęłam, po czym wszystkie trybiki w mojej głowie zaczęły działać.- Chodzi o akcję z Igłą?- nie usłyszałam odpowiedzi.- Jeśli tak, to nie masz się o co martwić, bo z nim rozmawiałam i wszystko wyjaśniłam- powiedziałam. Chłopak jednak nadal milczał, więc wstałam i z walizki wyciągnęłam dresy i bluzkę z krótkim rękawem. Przebrałam się, po czym zabrałam laptopa i ulokowałam się z nim w sypialni. Niech sobie sam siedzi, obrażony na cały świat. Odpaliłam laptopa i zaczęłam projektować wnętrze hotelu w Sopocie. Nie jest od duży, a budowa już trwa. To pierwszy tak poważny projekt w mojej karierze, więc staram się, aby wyszedł jak najlepiej. Po upływie jakichś trzydziestu minut w pokoju pojawił się Bartek z dwoma kubkami w ręce.
-Co robisz?- zapytał siadając obok mnie.
-Nic- mruknęłam. Niby czemu mam być dla niego miła, skoro on nie jest dla mnie?
-Zuzia, chyba się nie obraziłaś?- zapytał, a ja nie odpowiedziałam.- Zuzia, przepraszam. Wiem, że nie powinienem się tak zachowywać. Wybacz- uśmiechnął się ukazując dołeczki w policzkach.
-Dobra, niech ci będzie- powiedziałam.- A co dla mnie masz?- zapytałam zaglądając do kubka.
-Gorącą czekoladę z bitą śmietaną- powiedział wręczając mi naczynie. Uśmiechnęłam się do niego szeroko i upiłam łyk napoju.- To co robisz?
-Projekt tego hotelu. Rozmawiałam już z właścicielami. Mają wizję i ja ją teraz realizuję- odpowiedziałam.
-Pokaż- poprosił. Pokazałam więc część projektu, którą udało mi się zrobić.- Świetne. Bardzo mi się podoba.
-Mi właśnie też. Miejsce jest bardzo urocze- uśmiechnęłam się. Przez następną godzinę siedzieliśmy, rozmawialiśmy, piliśmy czekoladę i ja zajmowałam się projektem. Koło osiemnastej Bartek zapytał:
-Zamawiamy pizzę?
-W sumie, czemu nie- odpowiedziałam.
-Taką jak zawsze?
-Oczywiście- uśmiechnęłam się. Chłopak odwzajemnił uśmiech i wyszedł. Kilkanaście sekund później słyszałam jak składa zamówienie. Zapisałam projekt i wyłączyłam laptopa mając już dość pracy na dziś. Odłożyłam sprzęt na szafkę i poszłam wziąć prysznic. Kiedy już umyta i w bartkowej koszulce wyszłam z łazienki zadzwonił dzwonek do drzwi. Kurek wyszedł z kuchni i kiedy zobaczył, co mam ubrane powiedział:


******************
Zapraszam do czytania. Liczę, że się podoba :D
Pozdrawiam, Dream <3 :*
Next we wtorek :D

piątek, 26 sierpnia 2016

Rozdział 4

Nagle jakiś mężczyzna koło czterdziestki zapytał:
-Pani Zuzanna Lipiecka?
-Tak- odpowiedziałam.
-Adrian Kubaczewski, to ze mną rozmawiała pani przez telefon- powiedział i wystawił rękę. Uścisnęłam ją i odparłam:
-Bardzo mi miło.
-To może od razu przejdźmy do konkretów. Zapraszam do środka- stwierdził i przepuścił mnie w drzwiach. Zaprowadził do odpowiedniego pomieszczenia. Po drodze mijaliśmy kancelarie adwokacką, gabinet okulistyczny, małą kawiarenkę, psychologa, doradcę zawodowego, dietetyka, fotografa oraz biuro księgowe. Mężczyzna pokazał mi pomieszczenie, które wydało mi się wręcz idealne pod biuro.
-Bardzo mi się podoba- powiedziałam.
-Jest nieurządzone. Tam za drzwiami ma pani toaletę i obok aneks kuchenny- wskazał.
-Mogę zobaczyć?
-Proszę bardzo. Powiem tylko tyle, że wcześniej nikt tu nie pracował. Pokój stoi pusty od samego początku- poinformował mnie. Weszłam do łazienki. Była cała biała i podstawowo wyposażona. Drzwi obok faktycznie prowadziły do aneksu kuchennego. Zlew i dwie szafki. Wszystko.
-Cena taka sama, jak w ogłoszeniu?- zapytałam. Tak naprawdę, to byłam już zdecydowana.
-Tak. Dwa tysiące co miesiąc. Jeśli się pani decyduje, to mam przy sobie umowę- odpowiedział i wręczył mi plik papierów. Uważnie przeczytałam, po czym powiedziałam:
-Decyduję się na wynajem.
-Świetnie. Podpisujemy?
-Tak- stwierdziłam pewnie.- Umowa obejmuje tylko rok?
-Zgadza się. Potem możemy ją przedłużyć lub, jeśli będzie pani chciała, to może pani wykupić.
-Raczej wątpię- stwierdziłam i złożyłam parafkę. Mężczyzna zrobił to samo. Wziął kopię, a ja oryginał umowy i uścisnęliśmy sobie dłonie.
-Z ciekawości zapytam. Co pani zamierza tu otworzyć?
-Biuro architektoniczne. Projekty domów oraz urządzanie wnętrz- wyjaśniłam.
-Uważam to za dobry pomysł. Mało takich biur jest w Rzeszowie.
-To wszystko?- zapytałam.
-Tak, tak. Oto dwa komplety kluczy- powiedział i wręczył mi wspomniane przedmioty. Po chwili pożegnaliśmy się i mężczyzny już nie było. Chwilę się porozglądałam i już miałam plan, jak urządzę swój gabinet. Wyszłam z mojego już biura i je zamknęłam. Muszę zadzwonić do Damiana i Szymona, żeby przysłali mi dwóch robotników, do zrobienia szybkiego remontu. Ale to później. Teraz muszę pochwalić się Oli. Wychodząc z budynku wyciągnęłam telefon i wybrałam numer przyjaciółki.
-Halo?- odebrała.
-Gdzie jesteś?
-W klubie. Interesu pilnuję. A co byś chciała?- zapytała.
-Adres Sms'em, bo nie pamiętam- powiedziałam i się rozłączyłam. Kiedy dotarłam do samochodu, przyszła wiadomość od Oli. Kiedy przeczytałam adres, od razu sobie przypomniałam. Na miejsce dojechałam po kwadransie. No tak. Trzynasta. Wydostać się z centrum, to nie lada wyczyn. Wysiadłam z samochodu i weszłam do środka. Skierowałam się do recepcji. Stała tam młoda blondynka o miłym wyrazie twarzy.
-Dzień dobry. W czym mogę pomóc?- zapytała.
-Dzień dobry. Szukam właścicielki, Aleksandry Wilczewskiej. Jestem jej przyjaciółką.
-A tak. Pani Ola mówiła, że ma pani przyjść. Prosiła, abym pani przekazała, że musi pani chwileczkę poczekać. Proszę sobie usiąść. Może kawy?- zapytała.
-Nie. Wody poproszę- uśmiechnęłam się.
-Oczywiście- powiedziała i po chwili wręczyła mi szklankę z wodą. Podziękowałam i usiadłam na kanapie. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. No tak. Pierwsze, które sama urządzałam. Teraz wiem, że kilka detali trzeba by poprawić, ale o tym porozmawiam z Olą później.
-Cześć- powiedziała moja przyjaciółka, która nagle się pojawiła.
-Hej. Gdzie ty się włóczysz?
-Interesu pilnuję. Jakieś sprawy księgowe. Nie ważne. Mów o co chodzi. Widzę po minie, że to coś dużego- stwierdziła widząc mój szeroki uśmiech.
-Podpisałam umowę. Mam biuro. Co prawda do remontu i urządzenia, ale mam!- pisnęłam szczęśliwa.
-To wspaniale- odpowiedziała Ola i mocno mnie uściskała. Porozmawiałyśmy chwilę, gdy nagle Olka spytała- A właściwie, to gdzie ty obecnie mieszkasz?
-Obecnie u Kurka. Chciałam w hotelu, ale mi nie pozwolił.
-I bardzo dobrze. Ale czekaj. Jak u Kurka? Spałaś na tej niewygodnej kanapie? Czy to on się męczył?- zapytała nieświadoma tego, jaką odpowiedź uzyska.
-Tak w zasadzie, to żadne z nas- powiedziałam.
-Ale... CO?!
-No właśnie to. Spaliśmy w jednym łóżku. W sumie, to nie pierwszy raz- machnęłam ręką.
-Ale wy.. Coś ten tego?
-Zwariowałaś? Nie!- odpowiedziałam.
-Nie wmawiaj mi, że byś nie chciała- stwierdziła pewnie moja przyjaciółka.
-Ola- zaczęłam ostrzegawczo.
-Nie Oluj mi tu!- fuknęła.- Dobra, zmieńmy temat, bo nie mam dzisiaj nastroju ci tego wszystkiego tłumaczyć. Chodź pokażę ci ile się zmieniło- powiedziała i zaczęła mnie oprowadzać.- Nieco powiększyliśmy szatnię. Udało się zrobić siłownię. I wcisnęłam w grafik zajęcia zumby- opowiadała podekscytowana. Włożyła w to miejsce dużo pracy i serca. Nie dziwię się, że jest tym tak zachwycona.
-No to świetnie- powiedziałam szczęśliwa.
-Chodź, pokażę ci siłownię- pociągnęła mnie za ramię. Oprowadzała mnie po pomieszczeniu, gdy nagle na kogoś wpadłam.
-Przepraszam- odezwałam się nawet nie patrząc na osobę, z którą się zderzyłam.
-Nie to ja prze... Zuza?- zapytała jakaś dziewczyna. Odwróciłam zaskoczona głowę i zobaczyłam. O matko!
-Monia?
-Jeju, dziewczyno! Ile my się nie widziałyśmy?!- zapytała.
-Osiem miesięcy- odparłam bez skrępowania.
-No tak. Ale nie ważne. Nie rozmawiajmy o tym! Cieszę się, że cię widzę- powiedziała i mnie przytuliła.
-Ja też- odpowiedziałam i odwzajemniłam uścisk. Dla niewtajemniczonych. Monia, to Monika Król. Narzeczona Fabiana Drzyzgi i przyjaciółka moja i Olki.
-To co, może jakaś kawka?- zapytała Monika.
-Ja chętnie. A ty Oluś?- zapytałam.
-Oj tak. Dzisiaj wypiłam tylko jedną. I to o ósmej rano! -powiedziała, na co się zaśmiałyśmy.
-To ja idę się przebrać i możemy iść- stwierdziła Monia i poszła do szatni.
-Ja też muszę się przebrać. Poczekaj w recepcji- poprosiła Ola i również zniknęła. Wróciłam więc do recepcji i usiadłam na kanapie. W głowie miałam wizję zmiany wyglądu tego miejsca, tak aby było bardziej atrakcyjne. Nie były one duże. Zmienić kolor ścian i dobrać kilka drobiazgów.
-Gotowe?- zapytałam widząc przyjaciółki wychodzące z szatni.
-Tak. Już pisałam Fabianowi, że idę z wami na kawę i zadzwonię, jak będzie miał po mnie przyjechać.
-Ja też nie mam autka, bo Piotruś mnie przywiózł więc robisz za naszego szofera, Zuziu- zaśmiała się Ola.
-Z największą przyjemnością- odpowiedziałam, co spowodowało kolejny wybuch śmiechu. Ruszyłyśmy do samochodu. Kwadrans później (ahhh, te korki) byłyśmy w najlepszej, naszym zdaniem, kawiarni w Rzeszowie pijąc kawę i jedząc szarlotkę z lodami.

*perspektywa Bartka*

Kiedy skończył się trening zmęczeni wróciliśmy do szatni. Wzięliśmy prysznic i z torbami na ramieniu kolejno opuszczaliśmy szatnię. Pierwszy wychodził Archem. Alek już podnosił rękę do klamki, ale zatrzymała się ona w połowie drogi, ponieważ Fabian zapytał...

**************
Tak, tak. To znowu ja. Pojawiam się z 4, którą zostawiam Waszej ocenie.
Pozdrawiam, Dream :* <3
P.S. Next w niedzielę :D

środa, 24 sierpnia 2016

Rozdział 3

Kiedy Bartek opuścił łazienkę i mnie zobaczył powiedział:
-No ty chyba zwariowałaś.

-Ale o co ci chodzi?
-Jesteś moim gościem i nie będziesz spać w salonie- stwierdził pewnie.
-Masz treningi, a na tej kanapie, to się raczej nie wyśpisz. Po za tym ona jest dla ciebie za krótka- odparłam.
-Nie jest. Mieszczę się.
-Bartek, ja nie mam siły się z tobą kłócić- westchnęłam, położyłam się i przykryłam kocem.
-Zuzka, ja się nie zgadzam.
-To masz problem- mruknęłam.
-Ale mam też rozwiązanie- powiedział z szerokim, cwanym uśmiechem. Spojrzałam na niego przerażona, a chłopak podszedł do mnie i wziął mnie na ręce.
-Mogę wiedzieć, co ty robisz?- zapytałam.
-Skoro mamy takie problemy, to będziemy spać razem- odparł, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie i położył mnie na łóżku.- Przecież spaliśmy już w jednym łóżku- dodał i położył się z drugiej strony.
-W sumie, to racja- odpowiedziałam i wgramoliłam się pod kołdrę. Bartek zrobił to samo. Długo się wierciłam. Nie mogłam spać czując, że jest on tak blisko. Kiedy po raz kolejny przekręciłam się z boku na plecy, poczułam jak ręka Bartka ląduje na mojej tali i przyciąga mnie do siatkarza.
-Czy ty możesz przestać się wiercić?- zapytał szeptem.
-Nie mogę spać. Zawsze źle znoszę pierwszą noc na nowym miejscu, przecież wiesz- mruknęłam.
-Oj, Zuzia, Zuzia- westchnął chłopak.
-No co ja ci poradzę?
-Nic. Śpij- powiedział i mnie przytulił. Ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej, ale niestety nadal nie mogłam zasnąć. Westchnęłam głośno.- O czym myślisz?- zapytał Bartek.
-O przeszłości- odparłam.
-Byliśmy szczęśliwi, prawda?- zapytał całując mnie we włosy.
-Byliśmy- powiedziałam.
-Kiedy to się właściwie skończyło?
-Nasz związek? Po pół roku, nie pamiętasz? Tolerowałeś Damiana i Szymona, bo to moi bracia. Ale byłeś zazdrosny o kumpli- przypomniałam.
-No tak. Rafał, Patryk, Hubert- zaczął wymieniać.
-I wielu innych. Wyłączając Piotrka, bo był już wtedy z Olą- powiedziałam.
-Pamiętam. Stwierdziliśmy, że skoro nie możemy się dogadać jako para, to zostaniemy tylko przyjaciółmi- dodał Kurek.
-A dwa lata później się pokłóciliśmy i wyjechałam do tej nieszczęsnej Hiszpanii. Czasem myślę, że gdybym została, to wszystko by się ułożyło.
-Nie ma co tego roztrząsać- powiedział Bartek. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, po czym oboje zasnęliśmy.
Obudziłam się rano czując na sobie czyiś wzrok. Otworzyłam oczy i zobaczyłam uśmiechniętą twarz Bartka.
-Dzień dobry- odezwałam się zaspana.
-Cześć księżniczko. Wyspałaś się?- zapytał.
-Tak- odpowiedziałam szczerze. To najprawdziwsza prawda. Pierwszy raz od ośmiu miesięcy przespałam spokojnie całą noc.- A ty?
-Jak najbardziej- powiedział.- Na co masz ochotę na śniadanie?
-Nie wiem- mruknęłam.
-Jajecznica może być? Czy stawiamy na słodkie i robimy naleśniki?
-W sumie, to zjadłabym jajecznicę w twoim wykonaniu- uśmiechnęłam się szeroko.
-W takim razie zapraszam do kuchni- powiedział chłopak. Poszliśmy więc do wspomnianego pomieszczenia i Bartek zajął się przygotowaniem jajecznicy, a ja zrobiłam kawę. Swoim starym nawykiem usiadłam na blacie obok czajnika i czekałam, aż woda się zagotuje.- Nigdy się tego nie oduczysz?- zapytał w pewnej chwili mój przyjaciel.
-Raczej nie- zaśmiałam się. Kiedy nasze śniadanie było gotowe, usiedliśmy przy małym kuchennym stole i zaczęliśmy jeść.
-Jakie plany na dziś?- spytał Bartek.
-Muszę umówić się z właścicielem tego pomieszczenia, co chcę wynająć na biuro. I zabrać się za projekt tego hotelu dla chłopaków. W międzyczasie będę szukać mieszkania.
-Wiesz, że nie musisz się spieszyć?- zapytał Bartek podnosząc na mnie wzrok.
-Tak, tak, wiem. Ale nie chcę ci siedzieć cały czas na głowie.
 -Mi to nie przeszkadza- uśmiechnął się ukazując dołeczki w policzkach.
-Tobie może nie, ale mi jest z tym strasznie głupio- powiedziałam.
-Niepotrzebnie.
-Bartek- odezwałam się proszącym głosem.
-Dobrze. Już nic nie mówię- stwierdził siatkarz. Naszą rozmowę przerwał dzwonek mojego telefonu. Szybko wstałam i pobiegłam poszukać urządzenia.
-Halo?- odebrałam znajdując komórkę w torebce.
-Dzień dobry. Z tej strony Adrian Kubaczewski, czy rozmawiam z panią Zuzanną Lipiecką?
-Tak, to ja. O co chodzi?- zapytałam używając poważnego, profesjonalnego tonu głosu.
-Nadal jest pani zainteresowana wynajmem pomieszczenia pod biuro?
-Tak.
-W takim razie możemy je dzisiaj obejrzeć i podpisać umowę, jeśli się pani spodoba. Dwunasta pasuje?- zapytał.
-Oczywiście. Adres mam zapisany, więc trafię. Do zobaczenia- powiedziałam.
-Do widzenia- odpowiedział facet i się rozłączył.
-Dobre wiadomości?- zapytał Bartek wychodząc z kuchni. Wydałam z siebie szczęśliwy pisk i rzuciłam się chłopakowi na szyję. Ten mocno mnie objął- Czyli bardzo dobre- zaśmiał się.
-Dzwonił facet od pomieszczenia pod biuro. Dziś o dwunastej będę je oglądać. Jeżeli mi się spodoba, to podpisujemy umowę- powiedziałam szczęśliwa.
-No to świetnie!- ucieszył się Bartek.
-Jeny, tak się cieszę- powiedziałam i weszłam do kuchni. Skończyłam śniadanie i dopiłam kawę w przeciągu jednej minuty.
-A gdzie ty się tak spieszysz?- zapytał Kurek.
-Muszę się przygotować! Już jest wpół do jedenastej- odpowiedziałam.- A ty nie masz przypadkiem treningu?
-Dopiero za godzinę. I dzisiaj tylko jeden- stwierdził szczęśliwy.
-Kowal daje wam za dużo luzu- stwierdziłam i zabrałam z walizki ciemne rurki, białą bluzkę i granatową marynarkę.- Masz w tym mieszkaniu coś takiego, jak żelazko i deska do prasowania?
-Mam. Chodź- powiedział i zaprowadził mnie do sypialni. Rozłożył mi cały sprzęt, więc już dziesięć minut później miałam wyprasowane ubrania. Zabarykadowałam się z nimi w łazience, gdzie się ubrałam, umalowałam i lekko podkręciłam włosy. Wyszłam gotowa z pomieszczenia i zabrałam z torby wysokie, czarne szpilki. Wciągnęłam je na nogi i poszłam do salonu, gdzie siedział Bartek. Nie musiałam zgadywać, słyszałam włączony telewizor.
-I jak?- zapytałam wchodząc do wspomnianego pomieszczenia. Chłopak patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami, które mu się nawet zaświeciły. Czyli się spodobało!
-Świetnie wyglądasz- odparł.
-Wiem. A twoja mina mnie w tym utwierdziła- uśmiechnęłam się i usiadłam obok chłopaka.
-Jest jedenasta. Co masz zamiar robić przez najbliższą godzinę?- zapytał chłopak.
-Wyjdę za jakieś piętnaście minut i skoczę na kawę do Starbunia. A potem już docelowo, do tego budynku- odpowiedziałam.
-Jaki to jest adres?- zapytał chłopak. Wstałam i poszłam po torebkę. Wróciłam ze wspomnianym przedmiotem i usiadłam obok chłopaka szukając karteczki z adresem. W międzyczasie wyciągnęłam słuchawki, ładowarkę, telefon, gumy do żucia, małą kosmetyczkę z najpotrzebniejszymi rzeczami. Bartek patrzył na to wszystko z rozdziawioną gębą. W końcu udało mi się znaleźć portfel. Otworzyłam go i z jednej z kieszonek wyciągnęłam małą, żółtą karteczkę. Rozwinęłam ją, żeby sprawdzić, czy to to, czego szukałam. Kiedy byłam już pewna, wręczyłam ją Bartkowi, a resztę rzeczy, które wyciągnęłam z torebki, schowałam z powrotem.
-Ty masz świadomość, że to jest praktycznie centrum Rzeszowa?- zapytał.
-Tak.
-Za taką cenę?- zadał kolejne pytanie, nie kryjąc zaskoczenia.
-Przecież cena jest bardzo przystępna. Dwa tysiące, za tak świetną lokalizację, to nie jest dużo- powiedziałam.
-I właśnie ta cena mnie zaskoczyła. A możliwość późniejszego kupna?
-Nie chcę tego kupować. Jeśli mi się uda, to za rok lub dwa chcę rozwinąć firmę. Mieć własną siedzibę, zatrudniać ludzi, rozwijać się- powiedziałam.
-Zamierzasz spełnić marzenie?
-Tak. Jeszcze sześć lat temu mówiłam Szymonowi, Damianowi i Oli, że chciałabym założyć własną firmę, a teraz może mi się to udać- stwierdziłam podekscytowana.
-Jeśli zaraz nie wyjdziesz, to może plan ci się uda, ale kawy nie wypijesz- stwierdził Bartek.
-O cholera- mruknęłam widząc, która jest godzina. Wstałam i zabrałam torebkę oraz kartkę z adresem. Ruszyłam do drzwi, ale zatrzymał mnie Bartek:
-Zaczekaj!
-Tak.
-Trzymaj, jakbyś wróciła wcześniej- powiedział wręczając mi zapasowe klucze od mieszkania.
-Dziękuję. Za wszystko. Trzymaj kciuki- odpowiedziałam, po czym pocałowałam chłopaka w policzek i ruszyłam do drzwi.
-Cześć.
-Pa!- krzyknęłam i już mnie nie było. Zbiegłam po schodach. Tak, biegam w obcasach, to dla mnie nic trudnego. Zbiegłam więc po schodach i wsiadłam do samochodu. Zgadnie z planem pojechałam najpierw do Starbucksa. Kupiłam kawę, którą uwielbiam i wróciłam do samochodu. Pod właściwy adres dotarłam kwadrans przed wyznaczonym czasem, więc wyjęłam z torebki telefon i weszłam w internety. Najpierw Facebook, późnej Instagram. I tak mi zleciało całe dwanaście minut. W międzyczasie zdążyłam dopić kawę. Wysiadłam z samochodu i wyrzuciłam kubek. Zamknęłam auto i ruszyłam do budynku. Nagle jakiś mężczyzna koło czterdziestki zapytał:


*********************
Tak, tak. To znowu ja. Mam nadzieję, że się podoba.
Next w piątek.
To tyle.
Pozdrawiam, Dream <3 :*

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Rozdział 2

Nawet nie wiesz, jakie cyrki się tu działy po twoim zniknięciu....
-Ja nie zniknęłam, tylko wyjechałam- powiedziałam.
-Tak. Wyjechałaś nikogo o tym nie informując, a twoja rodzina nie chciała nic powiedzieć. Dopiero potem Kurek się do wszystkiego przyznał. Igła prawie mu mordę obił- opowiadała.- A jakieś dwa tygodnie po twoim, niech będzie, wyjeździe pijany Bartek o drugiej w nocy się do nas dobijał. Był schlany w trzy dupy i zapłakany. Mówił, że nigdy sobie tego nie wybaczy i tym podobne.
-Olka, dlaczego ty mi to mówisz?- zapytałam, kiedy stałyśmy na światłach.
-Nie wiem, ale myślałam, że chcesz wiedzieć- powiedziała. Zaparkowałam perfekcyjnie, zgasiłam samochód i oparłam głowę na kierownicy.
-Ja sama nie wiem, czego chcę- wyszeptałam.
-Kochanie, nie przejmuj się. Za kilka dni wszystko wróci do normy, obiecuję- odezwała się po chwili przyjaciółka i mnie przytuliła. Odwzajemniłam uścisk po czym powiedziałam:
-Dobra, dość tych smutków, idziemy na zakupy!
-No i to rozumiem- zaśmiała się Ola i wysiadła z auta. Zrobiłam to samo i już po chwili szłyśmy alejką jednej z Rzeszowskich galerii. Zakupy zajęły nam ponad godzinę. Kiedy obie wzbogaciłyśmy się o kilka ubrań, poszłyśmy zrobić spożywcze zakupy i ruszyliśmy w stronę mieszkania Oli i Pita. W międzyczasie Aleksandra wysłała do swojego ukochanego informację, że ma po treningu zabrać ze sobą Bartka do ich lokum.

*perspektywa Bartka*

Kiedy dziewczyny wyszły rzucając na krótkie "pa", Piotrek spojrzał na mnie zaciekawiony.
-No co?- zapytałem w końcu.
-Kiedy?
-Co kiedy?
-Kiedy żeście się pogodzili?- zapytał nie tracąc jednak cierpliwości.
-Dzisiaj. Weszła pod koniec treningu. Zobaczyłem ją przypadkiem, ale nic nie dałem po sobie poznać- zacząłem i opowiedziałem mu całą historię.
-O, no nieźle chłopie- powiedział Piotrek.- Teraz tylko uważaj, żebyś znowu nie nawalił.
-No dzięki, ty to umiesz pocieszyć- prychnąłem.
-Nie oburzaj się. Mówię jak jest- odezwał się Nowakowski.- Może najwyższy czas wszystko jej wyjaśnić?
-Nie, Pit. Ja nie potrafię- odpowiadam, wiedząc, co mój przyjaciel ma na myśli.
-Ale Bartek...
-Nie. I nie wracajmy już go tego tematu- uciąłem.
-Tym razem ci odpuszczę. Zbieraj się, lecimy na trening- zarządził Piotr. Niechętnie wstałem i zgarniając swoją torbę, ruszyłem na dół.- Jedziesz ze mną?
-Tak- powiedziałem i wpakowałem się do samochodu przyjaciela. Na hali byliśmy niecałe siedem minut później. Przebraliśmy się i poszliśmy na salę. Tam czekał już trener. Trening, jak trening. Dwie godziny poświęciliśmy tym razem na przyjęcie i atak. Kiedy trening już się skończył i przebieraliśmy się w szatni, odezwał się telefon Piotrka. Ten tylko uśmiechnął się do ekranu, który po chwili pokazał również mi. Widniała na nim wiadomość od Oli:
Po treningu razem z Bartkiem przyjedźcie do naszego mieszkania, bo właśnie zrobiłyśmy z Zuzią zakupy i jedziemy zrobić coś pysznego! Tylko jeszcze nie wiemy co......Zaśmiałem się po przeczytaniu tego, co nie umknęło uwadze Krzyśka.
-Co was tak bawi, psiapsióły?- zapytał.
-Na pewno nie twoje żarty- zaśmiał się gdzieś obok Archem. Cała szatnia ryknęła śmiechem, a urażony Ignaczak prychnął tylko i powiedział:
-Bardzo śmieszne.
-No nas to bawi- rzucił Drzyzga, za co oberwał z buta od Igły.- Dzięki Krzysiu, takiego jeszcze nie mam- zaczął śmiać się rozgrywający, co rozbawiło również pozostałych.
-Koniec!- krzyknął po chwili rozbawiony Archem.- Tylko ja mogę się z niego nabijać- dodał.
-No dobra- mruknął Drzyzga i oddał Ignaczakowi jego buta. Kręcąc głową wyszedłem razem z Piotrkiem z szatni. Rzuciliśmy jeszcze krótkie:
-Do jutra chłopaki- i już nas nie było. Do mieszkania Nowakowskich dotarliśmy kilkanaście minut później. Weszliśmy do środka i usłyszeliśmy śmiechy oraz śpiew. Skierowaliśmy swoje kroki do kuchni, gdzie dziewczyny szykowały jedzenie tańcząc przy tym, śpiewając i co chwila wybuchając śmiechem. Były ze sobą bardzo blisko. Już przed wyjazdem Zuzi tworzyliśmy zgraną paczkę Ola, Piotrek, Zuza i ja. Czasem dołączali do nas Fabian z Moniką albo Igła z Iwoną. Ale zazwyczaj byliśmy we czwórkę. Nienawidzę siebie za to, że to zniszczyłem. Jakim cudem po tak długim czasie przyjaźni mogłem posądzić ją o coś takiego? Kurek jesteś idiotą.
-A co tu tak wesoło?- zapytał Piotrek i przywitał się z Olą.
-Od zawsze tak mamy- odpowiedziała Zuza.
-Właśnie. W sumie, to jeszcze zanim was poznałyśmy, miałyśmy różne dziwne odpały- stwierdziła Ola, na co Zuzia pokiwała głową z uśmiechem. Spędziliśmy cały wieczór we czwórkę rozmawiając i co chwila wybuchając śmiechem.
-A jak długo zostajesz w Rzeszowie?- zapytał nagle Pit Zuzkę.
-Jeszcze nie wiem. Bo mam kilka różnych opcji do przemyślenia. W Gdańsku mogłabym być głównym architektem w firmie chłopaków. Natomiast tu, w Rzeszowie bardziej opłaca mi się otwarcie własnej firmy, o czym zawsze marzyłam. Jeszcze nie wiem, na co się zdecyduję- wyjaśniła. Poczułem ukłucie w sercu. Znowu miałem ją stracić?
-Ale tutaj masz nas- stwierdziła Ola.
-A tam mam rodzinę- odparła spokojnie Zuzia.
-Mam wrażenie, że już dawno podjęłaś decyzję- powiedziała Ola patrząc z uśmiechem na Zuzę.
-No bo wiesz. Tak właściwie, to już nawet miejsce na biuro znalazłam w internecie. Jutro będę się umawiać, żeby je obejrzeć- odpowiedziała dziewczyna. Olka pisnęła szczęśliwa i mocno ją uściskała.
-Wiedziałam, że długo bez nas nie wytrzymasz- stwierdziła pewnie.
-No wiesz. Ale i tak obiecałam Damianowi i Szymonowi, że jeżeli będą mnie potrzebowali, to przyjadę.
-Jejku, ale się cieszę- powiedziała Ola.
-Nie tylko ty- dodałem i również uściskałem Zuzię.
-No ej! Ja też się cieszę- odezwał się Piotrek i także przytulił dziewczynę. Po upływie pół godziny razem z Zuzą opuściłem mieszkanie Oli i Pita. Wsiedliśmy do samochodu dziewczyny, bo ta wcześniej zaproponowała, że mnie odwiezie.
-Zuzia- zacząłem.
-Tak?
-A właściwie, to gdzie ty będziesz mieszkać tu, w Rzeszowie?- zadałem pytanie, które siedziało mi w głowie dłuższą chwilę.
-Na kilka dni zahaczę się w hotelu. A potem znajdę sobie jakieś mieszkanie- odpowiedziała gładko.
-Chyba zwariowałaś- stwierdziłem.
-Niby dlaczego?
-Przecież dopóki sobie czegoś nie znajdziesz, możesz zostać u mnie- zaproponowałem.
-Nie chcę ci robić kłopotu- powiedziała niepewnie parkując pod moim blokiem.
-To żaden kłopot. Zapraszam na górę- uśmiechnąłem się do dziewczyny. Ta odwzajemniła gest, po czym oboje wysiedliśmy z auta. Ruszyłem do wejścia do budynku, gdy zatrzymał mnie głos Zuzi:
-Eee... Bartek- zaczęła niepewnie.
-Tak?
-Mógłbyś wziąć moją walizkę?- zapytała stojąc przy otwartym bagażniku.
-Oczywiście- powiedziałem i zabrałem wspomniany przedmiot. Dziewczyna zarzuciła sobie na ramię jeszcze dużą torbę a na drugie torbę z laptopem.- Daj mi to- wskazałem na sporych rozmiarów torbę spoczywającą na ramieniu mojej przyjaciółki.
-Nie trzeba, ta jest lekka- odpowiedziała poprawiając pasek na ramieniu.
-Już zapomniałem, jaka potrafisz być uparta- stwierdziłem, po czym zdjąłem torbę z ramienia dziewczyny i zarzuciłem na swoje. Zuzia tylko uroczo się zaśmiała i zamknęła auto. Weszliśmy do bloku i skierowaliśmy kroki do mojego mieszkania. Otworzyłem drzwi i przepuściłem dziewczynę przodem. Dziewczyna poszła prosto do kuchni i zapytała:
-Chcesz coś do picia?
-To ja powinienem to zaproponować- stwierdziłem.
-Tymczasowo jesteśmy współlokatorami, więc odpowiadaj- odpowiedziała.
-To poproszę soku- powiedziałem. Chwilę później siedzieliśmy na kanapie pijąc sok. Zadałem wtedy bardzo nurtujące mnie pytanie- Dlaczego wybrałaś Rzeszów?

*perspektywa Zuzy*

-Dlaczego wybrałaś Rzeszów?- zapytał Bartek. I co ja mam ci odpowiedzieć, chłopie? Jak powiem prawdę, to zniszczę wszystko.
-Mam tu wszystkich najbliższych przyjaciół. Wiesz przecież, że z Olą przyjaźnię się od zawsze. A w bonusie mam jeszcze ciebie i Piotrusia- uśmiechnęłam się.
-A propozycja Szymona i Damiana? Takich się podobno nie odrzuca- stwierdził Bartek.
-No nie. Ale to moi bracia i doskonale mnie zrozumieli. A i tak będę od nich dostawała jakieś zlecenia. Teraz muszę zaprojektować wnętrze hotelu w Sopocie- odpowiedziałam.
-Naprawdę?
-Tak- pisnęłam szczęśliwa.
-Jestem z ciebie dumny- powiedział Bartosz i mocno mnie uściskał. Siedzieliśmy w ciszy przez dłuższą chwilę. Kiedy zaczęłam przysypiać Bartek odezwał się.- Zuzia, nie śpi. Idź wziąć prysznic.
-Dobrze- odpowiedziałam zaspana. Wzięłam z walizki kosmetyczkę i zaczęłam szukać piżamy. No świetnie. Zapomniałam jej. Trzy razy przewróciłam wszystko w walizce i w torbie i nic. Niech to...- Bartuś- zaczęłam słodkim głosem.
-Czego chcesz przebiegła kobieto?- zapytał. Doskonale znał ten ton. Niejednokrotnie przecież właśnie dzięki niemu wyciągnęłam nas z trudnych sytuacji. Ale o tym może potem.
-Zapomniałam piżamy- mruknęłam.
-Reprezentacyjna czy klubowa?- zadał kolejne pytanie.
-Oczywiście, że reprezentacyjna- uśmiechnęłam się szeroko. Bartek wręczył mi koszulkę, a ja poszłam z nią i kosmetyczką do łazienki. Kiedy chciałam zamknąć drzwi, Bartek je przyblokował.
-Koleżanko, nie zapomniałaś czegoś?- zapytał z cwanym uśmiechem.
-Nie- odpowiedziałam pewnie.
-Skoro tak- stwierdził i odwrócił się. A za plecami trzymał ręczniki.
-Bartuś- powiedziałam.
-Tak?- zapytał a ja wystawiłam przed siebie rękę.- O co ci chodzi?
-Bartek, proszę cię- westchnęłam.
-No to weź je sobie- zaśmiał się i wystawił rękę do góry. Podeszłam do niego i spojrzałam mu głęboko w oczy.
-Bartek, daj mi ten cholerny ręcznik. Albo zabieram swoje rzeczy i jadę do hotelu. Tam mi nikt nie będzie żałował ręczników- powiedziałam lekko zirytowana.
-No masz, nie bulwersuj się tak- odpowiedział z uśmiechem Kurek i wręczył mi wspomniane przedmioty.
-Dziękuję- wzięłam ręczniki i weszłam z nimi do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam moją piżamę. Sięgała mi za połowę uda. Jak każda koszulka tego wielkoluda. Jak można być tak wielkim? Kiedy wyszłam z łazienki, pomieszczenie zajął Bartek. Kiedy opuścił łazienkę i mnie zobaczył powiedział:
-No ty chyba zwariowałaś.



********************
Tak, to znowu ja!
Rozdział mi się kompletnie nie podoba....
Pozdrawiam, Dream :* <3

sobota, 20 sierpnia 2016

Rozdział 1

Nagle słyszę donośny krzyk mojego przyjaciela:
-Kurwa! Przecież miała poczekać!
- zdezorientowana nie mam pojęcia o co chodzi. Przecież tu jestem. Po kilku sekundach dociera do mnie powód jego zachowania i wyłapuję swoją gafę. Miałam poczekać 'tu', czyli na korytarzu. Strzelam sobie wewnętrznego faceplam'a i czekam na rozwój wydarzeń. Bartek, bo tak ma na imię mój przyjaciel, wychodzi po upływie jakiejś minuty z hali. Jest wściekły, widzę to. Nagle podnosi głowę i zauważa mnie. Jego postawa momentalnie się zmienia, a na kamienną twarz wkrada się szeroki uśmiech.
-Jestem- mówię i się uśmiecham.
-Widzę- odpowiada i nagle, bez niczego mnie przytula. Kiedyś takie gesty były dla nas całkowicie naturalne. Odwzajemniam uścisk i zaciągam się zapachem jego perfum. Nie zmienił ich. Ten zapach poznam wszędzie, w końcu sama go wybrałam. Uśmiecham się delikatnie i odsuwam od chłopaka.
-To gdzie chcesz pogadać?- pytam.
-Może u mnie. Mam bałagan, jak zwykle, ale będzie tam cicho- proponuje chłopak.
-No dobrze. Jesteś pieszo czy samochodem?
-Pieszo.
-To wsiadaj, pokierujesz mnie- mówię i wsiadam do auta. Bartek robi to samo. Od razu zapina pasy, doskonale wiedząc, jak jeżdżę. Drogę odbywamy w milczeniu. Wyjątkiem są tylko kolejne wskazówki chłopaka, co do dotarcia do jego miejsca zamieszkania.
-To tutaj- mówi kiedy podjeżdżamy pod jeden z bloków na obrzeżach miasta.- Zapraszam- dodaje i wysiada z samochodu. Robię to samo, zgarniając wcześniej torebkę. Wchodzimy do bloku i wjeżdżamy na odpowiednie piętro. Bartek otwiera drzwi i wchodzimy do mieszkania.
-Ładnie się tu urządziłeś- mówię, kiedy jesteśmy już w środku.
-Dziękuję. Chcesz coś do picia? Mam sok pomarańczowy.
-Doskonale wiesz, że tak- mówię i wchodzę do pomieszczenia, które, jak podpowiadała mi intuicja, było salonem. Nie pomyliłam się i już po chwili siedziałam na wygodnej, skórzanej, czarnej kanapie.
-Proszę- mówi Bartek i stawia przede mną szklankę soku pomarańczowego.
-Dzięki- odpowiadam i biorę łyk napoju.
-Zuzka... Przepraszam. Powinienem cię wtedy posłuchać. Wiem, że byłem idiotą. A potem, jak już chciałem się z tobą spotkać i przeprosić, wyjaśnić, to ty zniknęłaś. Tak nagle. Twoja rodzina nie chciała mi nic powiedzieć. Dochowali tajemnicy. Liczyłem, że w końcu się czegoś od nich dowiem, ale się przeliczyłem. Próbowałem się do ciebie dodzwonić, pisałem wiadomości, ale nie odpowiadałaś. Martwiłem się....
-Wiem. Wiesz co boli najbardziej? Że zaufałeś komuś, kogo znałeś raptem miesiąc, a nie mi. Osobie, którą znasz tyle czasu- mówię i cały czas patrzę w jego cholernie niebieskie oczy.
-Rozumiem twój żal. Rozumiem też, że nie chcesz mnie znać- powiedział i oparł się o oparcie kanapy, zamykając oczy. Przysunęłam się i oparłam głowę na jego klatce piersiowej.
-Jeśli by tak było, to bym nie przyjechała- wyszeptałam łamiącym się głosem. Poczułam słone krople spływające po mojej twarzy, które po kilku sekundach wylądowały na koszulce chłopaka.
-Ale Miśka, nie płacz- mówi i otula mnie swoimi ramionami. To jest już za dużo. Wybucham gromkim płaczem.
-Potraktowałeś mnie wtedy jak zdzirę. Kilka słów od jakiegoś kolesia, który mówi, że rzekomo mnie przeleciał, a ty już mu wierzysz. Wyzywasz mnie od szmat i dziwek. Wiesz jak ja się czułam?! Liczyłam na ciebie. Zawsze, gdy tylko ktoś mnie obraził, stawałeś w mojej obronie. A wtedy?- mówię. Wszystkie słowa są prosto z mojego serca, które zostało okropnie mocno zranione.
-Przepraszam- szepcze chłopak załamanym głosem, po którym poznaję, że on również płacze. Mimo to cały czas mocno mnie przytula.- Zuzia...- zaczyna szeptem Bartek.
-Tak?- pytam i podnoszę głowę, by spojrzeć w jego oczy, teraz przepełnione smutkiem.
-Czy ty mi kiedyś wybaczysz?- pyta patrząc mi w oczy.
-Już dawno to zrobiłam głupku. Ale nie miałam odwagi, żeby przyjechać- odpowiadam, a chłopak kciukiem ociera łzę spływającą po moim policzku.
-Ciii... Już nic nie mów. Najważniejsze, że znów mam cię przy sobie- mówi i jeszcze mocniej mnie przytula.
-Już nigdy więcej nie zniknę- odzywam się po chwili, kiedy już przestaję płakać.
-Już nigdy ci na to nie pozwolę- odpowiada chłopak. Siedzimy tak dłuższą chwilę i milczymy. Nagle Bartek zapytał- Jemy coś?
-Zapiekanka ziemniaczana?
-Zapraszam do kuchni- powiedział z uśmiechem. Poszliśmy do wspomnianego pomieszczenia i zajęliśmy się przygotowaniem posiłku. Kiedy danie stało już w piekarniku zapytałam:
-Bartek, gdzie masz łazienkę?
-Chodź, pokażę ci- powiedział i wstał. Zrobiłam to samo i weszłam do pomieszczenia, które mi wskazał. Kiedy zobaczyłam w lustrze swoje odbicie, okropnie się przeraziłam. Miałam całkowicie rozmazany makijaż. Udało mi się go zmyć. Wyszłam z łazienki i wróciłam do kuchni.
-Od razu lepiej wyglądasz- zaśmiał się Bartek, kiedy mnie zobaczył. Prychnęłam i uderzyłam go w ramię.
-Tobie już nic nie pomoże- odgryzłam się. Jego niebieskie oczy się zwężyły, patrzył tak na mnie przez kilka sekund, po czym wstał i ruszył w moją stronę. Zaczęłam się cofać, aż wpadłam na ścianę. Bartek się zaśmiał, podszedł do mnie i zaczął łaskotać. Pisnęłam i zaczęłam się śmiać.
-Bartuś przestań! Przepraszam!- krzyknęłam. Kiedy usłyszał to ostatnie słowo, przestał mnie łaskotać. - Bartek- zaczęłam.
-Tak?
-Zapiekanka- wyszeptałam mu do ucha. Ten trzepnął się w głowę i podbiegł do piekarnika. Kolejny raz się zaśmiałam, kiedy już uporaliśmy się i przełożyliśmy nasze danie na talerze, ruszyliśmy po raz kolejny na kanapę w salonie. Rozsiadłam się wygodnie i zaczęłam jeść.
-Pyszna jak zawsze- stwierdził siatkarz, kiedy jego talerz był już pusty.
-Nie mogę się nie zgodzić- powiedziałam i wstałam, aby zanieść talerz do kuchni. Wzięłam również ten należący do Bartka i ruszyłam do wspomnianego pomieszczenia. Zaczęłam zmywać, kiedy nagle pojawił się Kurek.
-A co ty robisz?- zapytał.
-Zmywam?- odpowiedziałam patrząc na niego spod uniesionej prawej brwi.
-Zostaw, ja to zrobię później- stwierdził.
-Jasne, weź nie ściemniaj- powiedziałam i kontynuowałam rozpoczętą czynność.
-Czy ty musisz być taka uparta?- zapytał.
-To po mamusi- zaśmiałam się i zakręciłam wodę.- Zobacz, już skończyłam.
-No widzę, widzę. Chodź- powiedział i złapał mnie za rękę po czym pociągnął do salonu. Po raz kolejny wygodnie rozsiedliśmy się na kanapie, ale tym razem miałam głowę ułożoną na Bartkowych kolanach, a ten opierał swoje nogi na stoliku.
-Chcesz coś- stwierdziłam, po tym, jak kilka minut chłopak patrzył prosto w moje oczy.
-Mam pytanie...- zaczął niepewnie.
-Słucham.
-Co się z tobą działo? Gdzie byłaś? Szukałem cię, ale nic z tego. Twoja rodzina też nie chciała mi nic powiedzieć, a Damian to mi prawie mordę obił. U Szymona też byłem. On zachowywał się nieco spokojniej i kulturalnie kazał mi spierdalać- powiedział Bartek, a ja się zaśmiałam.
-Tak, mój braciszek zawsze był wybuchowy. W ogóle w tym duecie Damiana i Szymona, to zawsze ten drugi jest tym spokojniejszym, rezolutniejszym, tym bardziej rozgarniętym. A co do tego, gdzie byłam, to siostra mojego szwagra dostała propozycję nauki w Madrycie. Nie zastanawiała się ani chwili i ją przyjęła, a kiedy dowiedziała się o całej sprawie, to kazała mi przyjeżdżać na jak długo tylko chcę. I tak osiem miesięcy spędziłam w stolicy Hiszpanii. Udało mi się podszkolić język i skończyć u nich studia. Wróciłam dwa tygodnie temu razem z Gośką, która też skończyła studia. Posiedziałam w rodzinnej miejscowości, powiedziałam im o swoich zamiarach i jestem.
-Nadal nie potrafię sobie tego wybaczyć, jak się wtedy zachowałem. Nawet fakt, że miałem trochę wypite mnie nie usprawiedliwia.
-No nie- stwierdziłam.- Ale błagam, nie wracajmy już do tego. Opowiadaj co u ciebie. Znalazłeś swoją Julię?
-Nie. Widać to jeszcze nie mój czas- odpowiedział, na co oboje się zaśmialiśmy.- A jak tam twój Romeo?
-Nadal się przede mną ukrywa, nigdzie go znaleźć nie mogę- powiedziałam, co wywołało kolejną salwę śmiechu. Rozmawialiśmy tak jeszcze jakieś dwie godziny, opowiadając, co się u nas działo, jak spędziliśmy te osiem miesięcy. Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Niechętnie podniosłam głowę, żeby Bartek mógł wstać.
-Zaraz przyjdę- powiedział i pocałował moje czoło, po czym ruszył w stronę drzwi.- Pit? Olka? Co wy tu robicie?
-Przyszliśmy cię odwiedzić- usłyszałam radosny głos Nowakowskiego.- Tak szybko zniknąłeś z szatni po treningu. Ale może nas wpuścisz, co? Czy przeszkadzamy?- nawijał środkowy.
-Nic się nie zmieniłeś, Piotruś. Dalej nawijasz jak włoch makaron na uszy- powiedziałam dość głośno, żeby mnie usłyszeli i podeszłam kilkanaście kroków bliżej, aby mogli mnie zobaczyć.
-Zuzia? To naprawdę ty? No nie wierzę! Zuzia!- pisnął uradowany Nowakowski i rzucił się na mnie z uściskami. Mocno objęłam szyję środkowego czując łzy gromadzące się w kącikach oczu. Jego też okropnie mi brakowało.
-Tak, to ja Piotruś. We własnej osobie- odpowiedziałam. Kiedy Nowakowski wypuścił mnie ze swoich objęć, zostałam zamknięta w kleszczach Olki, jeszcze Wilczewskiej.
-Jak ja cię kochana długo nie widziałam. Gdzieś ty była?- zapytała.
-W Hiszpanii- odpowiedziałam z uśmiechem. Dziewczyna zaśmiała się tylko i powiedziała:
-Drinki, plaża i romanse.
-Nie. Książki, nauka i skończone studia- odpowiedziałam, co wywołało kolejną salwę śmiechu.
-Już pani magister?- zapytał Pit.
-Tak. Magister architektury- powiedziałam.
-Brzmi dumnie- stwierdził z zachwytem Piter.
-A może pójdziemy usiąść- zaproponowałam.
-Świetny pomysł- powiedziała Ola i chwyciła mnie pod ramię usiadłyśmy na kanapie, gdzie obok mnie usadowił się Kurek, a obok Oli Nowakowski. Rozmawialiśmy bardzo długo, co chwila wybuchając śmiechem.
-Ślicznie razem wyglądacie- powiedziałam z szerokim uśmiechem na twarzy. Zawsze uwielbiałam tą parę. Są idealni.
-Przestań, bo się zarumienię- machnął ręką Piotrek.
-A u mnie nie widać, bo puder nałożyłam- Olka i przejechała dłonią po policzku i się zaśmiała. Odpowiedzieliśmy jej tym samym.
-My się będziemy już zbierać, co? Za pół godziny trening, więc zdążę cię Oluś do domu odstawić i uciekam.
-Nie ma mowy! Ja nigdzie nie jadę!- zbuntowała się Wilczewska.- Zuza masz samochód?- zapytała, na co kiwnęłam głową.- Świetnie. Jadę z Zuzią na zakupy. Przecież nie widziałyśmy się osiem miesięcy.
-O tak, świetny pomysł. Wreszcie pogadamy- powiedziałam i wstałam. Ola zrobiła to samo. Poszłyśmy do korytarza, gdzie ubrałyśmy buty.
-To pa!- powiedziałyśmy jednocześnie i opuściłyśmy mieszkanie szanownego Bartosza Ka. Kiedy już siedziałyśmy w samochodzie, Ola powiedziała:
-Nawet nie wiesz, jakie cyrki się tu działy po twoim zniknięciu....

************
Przedstawiam pierwszy rozdział.
Nie mam nic do dodania....
Pozdrawiam, Dream <3 :*

czwartek, 18 sierpnia 2016

Prolog

Zaparkowałam pod halą z piskiem opon. Zawsze lubiłam szybką jazdę, a pomaga mi fakt, że jestem świetnym kierowcą. Jestem pewna siebie, wygadana i nie ukrywajmy, dość ładna. Takie życie. Prawdopodobnie po tych zdaniach zdążyliście mnie ocenić- blondynka, niebieskie oczy, szpilki i krótka sukienka. Nic bardziej mylnego. Jestem brunetką o ciemnych oczach, na nogach mam adidasy, a ubrane mam rurki i czarną bluzkę z nadrukiem. Dynamicznym krokiem wysiadam z samochodu i zabieram torebkę. Zamykam auto i wchodzę do hali. Ochroniarz poznał mnie i się uśmiechnął, co jest zaskoczeniem, ponieważ długo nie odwiedzałam tego miejsca. Odwzajemniłam uśmiech i poszłam w stronę sali. Usiadłam na trybunach i zaczęłam obserwować trening rzeszowskich siatkarzy. Wśród nich jest on. Mój przyjaciel, z którym nie widziałam się okropnie długo. Nawet nie potrafię sobie przypomnieć kiedy ostatni raz rozmawialiśmy. Uśmiecham się widząc ile radości sprawia mu gra. Jestem cholernie dumna, że tak dobrze sobie radzi. Kiedy trening się kończy i nie ma już na sali siatkarzy wychodzę nie chcąc na niego wpaść. Jestem głupia, prawda? Cholernie za nim tęsknię, a mimo wszystko nie potrafię spojrzeć mu w oczy. Idę korytarzem i słyszę znajomy głos:
-Zuzka, to że masz dłuższe włosy nie znaczy, że cię nie poznam.
-Ale...- mówię nie odwracając się. Myślałam, że mnie nie widział.
-Nie ma ale. Chodź tu, wariatko- słyszę. Nie musi mówić mi tego dwa razy. Odwracam się i szczęśliwa wskakuję w jego ramiona. Czuję, że cieszy się tak samo mocno jak ja.- Tęskniłem- słyszę jego szept przy moim uchu.
-Ja też- odpowiadam również szeptem, a już po chwili zaczynam piszczeć, bo ten wariat zaczyna się ze mną kręcić.- Przestań! Krzywdę sobie zrobisz!- krzyczę, a ten w końcu odstawia mnie na ziemię.
-Musimy pogadać- mówi poważnym tonem.
-Musimy- odpowiadam. Oboje doskonale wiemy jaki będzie temat naszej rozmowy.
-Zaczekaj tu, proszę- mówi patrząc prosto w moje ciemne oczy.
-Dobrze- odpowiadam, a ten z uśmiechem na ustach maszeruje do szatni. Kretyn. Wychodzę z hali i opieram się o mój samochód. Wyciągam telefon z torebki, żeby umilić sobie czekanie na chłopaka. Przeglądam Instagrama, gdy nagle słyszę donośny krzyk mojego przyjaciela:
-Kurwa! Przecież miała poczekać!


************
Hejka! Prolog powstał bardzo dawno, bo w kwietniu, ale chyba to ja musiałam do niego dojrzeć. Nie wiem. Cały czas zastanawiam się, czy dobrze robię.
Rozdziały tutaj nie będą pojawiały się tak często. Zanim w 100% poświęcę się tej historii, chcę skończyć bloga o Kamili.
To tyle. Zostawiam prolog do Waszej oceny.
Pozdrawiam, Dream <3 :*

Zwariowałam...

Cześć!
Chyba tak powinnam zacząć. No bo tak naprawdę, to nic tu być nie miało prawa. A jednak. Jejku nawet nie wiem, co napisać.
Może troszkę wyjaśnię.
Pomysł na bloga siedział w mojej głowie od kilku miesięcy, ale poświęcałam się w całości Kamili. Jednak podczas wczorajszego meczu jakoś tak wyszło...
Nie ważne! Ważne, że jestem i mam zamiar Was dręczyć czymś nowym.
Ta historia, wydaje mi się, nie będzie tak długa, jak Walka z losem. Ale to tylko początkowy zamiar.
Mam jakiś zapas rozdziałów, ale nie wiem, jak to wyjdzie.
Mam nadzieję, że Was nie zawiodę.
Pozdrawiam, Dream <3 :*