piątek, 27 stycznia 2017

Rozdział 18

Czas do piątku zleciał szybko. O 15 chłopcy grali mecz z Jastrzębiem. Kwadrans przed meczem w towarzystwie Oli, Moni i Iwony zasiadłam na trybunach w koszulce z nazwiskiem "Kurek" na plecach. Chłopcy już się rozgrzewali. Zobaczyłam jak Bartek rozgląda się po trybunach, więc kiedy mnie wreszcie zauważył szeroko się do niego uśmiechnęłam.
-Idziemy może na jakąś imprezę po meczu? Co wy na to?- zapytała Monika.
-Niestety nie. My zaraz po meczu jedziemy z chłopakami do Gdańska- odpowiedziałam.
-A po co?- zapytała Iwona, której pomysł przyszłej pani Drzyzgi bardzo się podobał.
-Gdyż, ponieważ, bo jedziemy załatwiać sprawy związane ze ślubem- odparła Ola.
-A, na jak tak to nie mamy zamiaru was zatrzymywać! Wręcz przeciwnie- zaśmiała się Iwona. Porozmawiałyśmy jeszcze chwilę o jakichś pierdołach i zaczął się mecz. Chłopcy od początku się starali i szło im naprawdę świetnie. Mecz skończył się szybkim 3:0, a MVP dostał Fabian. Pogratulowałyśmy siatkarzom i razem z Olą ruszyłyśmy do Kurkowego samochodu. Usiadłam za kierownicą, a Ola z tyłu. Po chwili obok niej znalazł się Piotrek.
-Gdzie ten gałgan?- zapytałam po dziesięciu minutach.
-A tam- powiedział Piotrek wskazując na sporą grupkę ludzi. Faktycznie. Bartek stał w jej centrum okupowany przez piszczące nastolatki. Westchnęłam, poprawiłam włosy, uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lusterku i wysiadłam z auta. Usłyszałam jeszcze śmiech Oli i Pita, po czym zamknęłam drzwi. Pewnym, lecz dość spokojnym krokiem podeszłam do grupki i zaczęłam się przeciskać do szanownego Bartosza.
-Kochanie, ja wiem, że to jest część twojej pracy, ale bardzo się dziś spieszymy!- odparłam dość głośno, przekrzykując piszczące dziewuszki. Pocałowałam namiętnie Kurka i złapałam za rękę. Zaczęłam przeciskać się w stronę samochodu.- Bardzo mi przykro drogie panie, nie tym razem- dodałam jeszcze. Usłyszałam grupowy jęk zawodu, po czym poczułam jak ręka Bartka oplata mnie w pasie.
-Zawsze byłaś świetną aktorką- mówi i całuje mnie w głowę. Uśmiecham się i siadam za kierownicą. Widząc minę mojego chłopaka mówię:
-Nawet o tym nie myśl, to jest kawał drogi a ty dopiero skończyłeś mecz. Siadaj na miejscu pasażera i się nie awanturuj, tak jak Piotruś- tylko westchnął, nic nie powiedział. Ola się zaśmiała, więc rzuciłam jej krótkie spojrzenie w lusterku.
-A tak w ogóle, to ja nie wiedziałem, że ty jesteś taka zazdrosna- powiedział Bartek siadając obok mnie.
-Jestem jak typowy mięsożerca- odparłam wyjeżdżając z parkingu.
-Możesz jaśniej- poprosił Piotrek.
-W sumie to każda kobieta jest jak mięsożerca- stwierdziła Ola.
-Tyle, że my nadal nie rozumiemy dlaczego- powiedział siedzący obok mnie Bartek.
-To proste- odparłam zatrzymując się na światłach.- Żaden mięsożerca nie lubi, jak ktoś dotyka jego mięsa- uśmiechnęłam się i ruszyłam widząc zielone.
-To w sumie nawet ma sens- mruknął siedzący za moimi plecami Piotrek. Nagle zadzwonił mój telefon.
-Halo?- odebrałam nie patrząc kto dzwoni.
-Cześć kochanie- usłyszałam mamę.- Jedziecie już?
-Tak mamo, właśnie wyjechaliśmy z Rzeszowa. Ale nie czekajcie na nas. Zostaw klucz pod wycieraczką, poradzimy sobie.
-Nawet tak nie żartuj kochanie, poczekamy.
-Ale my będziemy dopiero po pierwszej- poinformowałam rodzicielkę.
-Co za problem. Czasem zdarza nam się siedzieć dużo dłużej- odparła spokojnie.
-Jak chcesz, nie mogę ci przecież zabronić.
-Jeszcze by tego brakowało. No to ja ci już nie przeszkadzam, pa kochanie.
-Pa słoneczko- powiedziała i rozłączyła się.
-Lubię twoją mamę- stwierdziła Ola.
-Ja też- dorzucił wesoło Piotrek.
-Ja w sumie też- dodał Bartek.
-Moją mamę lubią wszyscy- uśmiechnęłam się szeroko i wjechałam na autostradę. Wcisnęłam pedał gazu, a na liczniku w momencie pojawiło się 150 km/h.
-Już zapomniałem jak wygląda jazda z tobą- powiedział Piotrek.
-Nie martw się. Nie pozbawię Polski środkowego i atakującego, luzik.
-Wiem przecież. Nie potrafiłabyś żyć beze mnie- stwierdził Bartek. Nie odpowiedziałam, tylko uśmiechnęłam się szeroko i skupiłam na drodze. Po nie więcej niż pół godzinie Ola spała już na ramieniu Piotrka, który również przysypiał. Spojrzałam kątem oka na Bartka, który intensywnie się nad czymś zastanawia. Jego wzrok utkwiony był w jakimś punkcie przed nami. Odszukałam dłonią jego rękę i ją ścisnęłam. Chłopak odwzajemnił uśmiech i na mnie spojrzał. Rzuciłam mu krótkie spojrzenie, podczas którego nawiązaliśmy chwilowy kontakt wzrokowy.
-Co jest?- pytam w końcu. Puszczam na chwilę rękę chłopaka, aby zmienić bieg. Po chwili znów łapię jego dłoń i delikatnie nią potrząsam.- Ejj, Bartek.
-Nic, nic- mruknął.
-Jasne, pewnie. Uwierzyłam ci!- powiedziałam nie patrząc na niego, tylko skupiając się na drodze.
-Fajnie.
-Bartek, co jest? Widzę, że coś cię trapi.
-Bo się obawiam. Jak skończy się ta wizyta- westchnął.
-Kotek- uśmiechnęłam się i kolejny raz rzuciłam mu krótkie spojrzenie.
-No co? Po tym co ostatnio zrobiłem. Gdyby moją córkę ktoś tak skrzywdził, to bym w życiu nie wpuścił go do domu. Jestem debilem- powiedział i ukrył twarz w dłoniach. Zjechałam na pobocze, odpięłam pas i przysunęłam się do niego. Odsunęłam mu ręce od twarzy i szepnęłam:
-Może i tak, ale moim. I jeżeli komuś się to nie podoba, to trudno.
-Ale to twoja rodzina- powiedział patrząc mi w oczy.
-To z tobą chcę stworzyć rodzinę!
-Zuzia...- spuścił wzrok.
-Ty...- szepnęłam i wysiadłam z samochodu. Odeszłam kilka kroków. Zaczęłam nerwowo krążyć.
-Zuzka!- Barek podbiegł do mnie, ale się odsunęłam.
-Nie podchodź!- warknęłam wystawiając rękę przed siebie.
-Słońce, nie o to chodziło. Źle mnie zrozumiałaś- powiedział i zaczął podchodzić.
-Zrozumiałam cię bardzo dobrze! Jeśli tak wygląda sytuacja, to po co to wszystko?! Ten cały teatrzyk. Kocham cię, sranie w banie! Mogłeś chociaż nie kłamać!- po moich policzkach płynęły łzy. Nie wiem dlaczego, ale się zatrzymałam. Bartek wykorzystał tą okazję i pokonał dzielący nas dystans. Zamknął mnie w swoich ramionach i mocno przytulił. Zaczęłam się szarpać i wyrywać. Po pewnym czasie przestałam. Po prostu tylko płakałam.
-Zuzia, kompletnie mnie nie zrozumiałaś. Ja też chcę bardzo założyć z tobą rodzinę. To jest moje największe marzenie. Kochanie, nie wiem dlaczego w to wątpisz.
-Przepraszam- uśmiechnęłam się.
-Nie wiem skąd ci się to wzięło- westchnął i mnie pocałował. Wsiedliśmy do samochodu, a ja się ogarnęłam. Otarłam policzki, poprawiłam włosy i się uśmiechnęłam. Wtedy odezwał się mój telefon.
-Ja wiem skąd mi się to wzięło- zaśmiałam się.
-Skąd?
-Okres mi się zbliża- i to była odpowiedź na wszystkie pytania.
U moich rodziców byliśmy koło północy. Wcześniej odstawiliśmy Nowakowskich do rodziców Olki. Wysiadłam z samochodu i rzuciłam Bartkowi kluczyki. Ten ruszył do bagażnika i zabrał naszą walizkę. Podeszliśmy do drzwi, w których stała już moja mama, a za nią zobaczyłam tatę. Mama mocno mnie uściskała, po czym podeszła do Bartka.
-Miło cię widzieć. Wiedziałam, że do siebie wrócicie. I wiedz, że bardzo mnie to cieszy- kiedy skończyła przytuliła go tak mocno, jak mnie. Uśmiechnęłam się na ten widok i podeszłam do taty.
-Cześć tatku- powiedziałam i przytuliłam go.
-Witaj kochanie- odpowiedział. Kiedy się od niego odsunęłam ten spojrzał na Bartka.- Wiedziałem, że do siebie wrócicie. Byłem pewien. Mam nadzieję, że tym razem to wszystko skończy się inaczej.
-Może być pan tego pewien- odparł pewnie Kurek. Tata nie potrzebował więcej potwierdzeń. Serdecznie uścisnął dłoń Bartosza i uśmiechnął się do niego.
-Dzieciaczki, zjecie coś?- zapytała mama. Rzuciłam Bartkowi pytające spojrzenie, na co ten przecząco kiwnął głową.
-Wiesz co, nie dziękujemy. Pójdziemy już spać. Jutro ciężki dzień- powiedziałam.
-No dobrze. W takim razie was nie zatrzymuję. Pościeliłam wam w twoim pokoju. Śpijcie dobrze, dobranoc.
-Dobranoc- odpowiedzieliśmy jednocześnie i ruszyliśmy na górę.
-Nic się tu nie zmieniło- powiedział Bartek po przekroczeniu progu mojego pokoju. Odłożył walizkę na podłogę i podszedł do regału. Wziął do ręki ramkę ze zdjęciem, a właściwie zdjęciami. Byłam na nim ja, Ola, Bartek, Piotrek, Damian, Szymon, Marta, Ala, Ada i Wojtek. Zdjęcie było jeszcze z czasów, kiedy byliśmy z Bartkiem parą. Ramka składała się z czterech części- w pierwsze wszyscy uśmiechnięci patrzymy w obiektyw, w drugiej każda para się całuje, w trzeciej siedzimy z dziewczynami "na barana" u chłopaków, a w czwartej robimy głupie miny do obiektywu.
-Uwielbiam tą ramkę- mówię i przejeżdżam dłonią po fotografiach.
-To dlaczego ona jest tutaj?- zapytał Bartek zdziwiony.
-Bo tutaj jest jej miejsce- odpowiedziałam i zabierając mu fotografie z jego ręki ustawiam je na regale. W dłoniach Kurka już spoczywał mój ukochany, czarny kask.
-Jeździsz jeszcze?
-Głupie pytanie, kotku- zaśmiałam się.
-Fakt- odpowiedział i również się zaśmiał. Po kwadransie oboje odświeżeni leżeliśmy już w łóżku.
-Dobranoc- powiedziałam i wtuliłam się w bartkowe ramiona.
-Dobranoc kochanie- usłyszałam przy uchu, po czym poczułam namiętny pocałunek na moich ustach. Uśmiechnęłam się delikatnie i zasnęłam.





**************
Witam!
Tak, wiem. Nawaliłam na całej linii! Miało być w ferie więcej rozdziałów, a tu nic. PRZEPRASZAM! Wiem, że to niewiele da, ale mimo wszystko. Miałam drobny zastój w sprawie Zuzki i Bartosza. Ale już mi mija, co zresztą widać. Może i to jest słabe usprawiedliwienie, ale prawdziwe. Rozdziału nie czytałam, ponieważ dopiero skończyłam go pisać.
To tyle.
Osoby, którym brakuje mojej twórczości odsyłam do zakończonej już historii http://walka-z-losem.blogspot.com/
oraz zaczętej całkiem niedawno
http://unusual-perfect-story.blogspot.com/

To tyle z mojej strony
Buziaki, Dream <3

wtorek, 17 stycznia 2017

Rozdział 17

PROSZĘ O PRZECZYTANIE NOTKI POD ROZDZIAŁEM!


Siedziałam tam dłuższą chwilę, kiedy nagle w pomieszczeniu pojawili się...

-Bartek? Piotrek?- zapytałam zaskoczona.- Co wy tu robicie?
-Zabieramy nasze ukochane kobietki na obiad- odpowiedział mi mój siatkarz.
-A gdzie?- spytałam ciekawa.
-A tajemnica- zaśmiał się Bartek i mnie pocałował. Nagle pojawiła się Ola.
-A wy tu czego?- zapytała udając złą, ale w kącikach jej oczu tańczyły wesołe iskierki.
-Zabieramy was na obiad, kochanie- uśmiechnął się uroczo Pit, pocałował ukochaną, po czym całą czwórką ruszyliśmy do wyjścia.
-Kochanie, daj kluczyki- poprosił Bartek.
-Masz swoje auto.
-Tak, ale pojechałem pod nasz blok i zostawiłem tam auto, a tutaj przyjechałem razem z Piotrkiem- wyjaśnił.
-No i co?- zapytałam uśmiechając się.
-Misia, no daj mi te kluczyki- poprosił.
-Okej, okej- mruknęłam.- Masz- powiedziałam i wręczyłam mu do ręki przedmiot.
-Dziękuję kochanie- uśmiechnął się i mnie pocałował.
-Mięliście całą noc, żeby nadrabiać tęsknotę, teraz jedziemy!- zarządził Piotrek. Posłuchaliśmy się więc Nowakowskiego. Bo tak naprawdę, to on tylko z pozoru jest taki spokojny. Tak naprawdę to taki mały diabełek jest.
Restauracja, do której zabrali nas chłopaki, była naprawdę świetna. Siedzieliśmy właśnie przy stoliku jedząc deser, kiedy nagle Piotrek zapytał:
-Kiedy jedziemy do Gdańska?
-Do Gdańska? Po co?- spytał Bartek i posłał przyjacielowi zaciekawione spojrzenie. Ja i Ola również spojrzałyśmy na Nowakowskiego.
-No do tego hotelu. Mamy ustalić menu i wybrać tort i dekoracje.
-Faktycznie!- powiedziała Ola i uderzyła się dłonią w czoło.- Kompletnie o tym zapomniałam!
-Nie tylko ty- uśmiechnęłam się.
-Kiedy mamy najbliższe wolne? Wtedy można pojechać i to załatwić- zasugerował Piotrek.
-Najbliższy weekend jest bez większych ekscesów. W piątek gramy u siebie, możemy wyjechać zaraz po meczu i w nocy będziemy na miejscu. W sobotę załatwimy co mamy do załatwienia. A w niedzielę rano będziemy wracać- zaproponował Bartek.
-Czasem zdarza ci się myśleć- zaśmiałam się.
-Twoja obecność tak mnie onieśmiela, że rzadko to robię- odparł.
-Zauważyłam- dodałam i oboje zaczęliśmy się śmiać.
-Czy ty- zaczął Piotrek patrząc na mnie- Zawsze musisz mieć ostatnie zdanie?
-To było głupie pytanie- skwitowałam i szeroko się uśmiechnęłam.
-Co do tego wyjazdu, to jesteśmy ugadani. Czyim samochodem jedziemy?- zapytała Olka.
-No to może moim, bo jest w sumie największy- zaproponował Bartek.
-Wszystko ustalone. Ja wieczorem zadzwonię do rodziców, żebyśmy mięli gdzie się zatrzymać, a ty Ola zadzwonisz do twoich, zgoda?- spytałam.
-Tak.
-No to wszystko ustalone- skwitował Piotrek. Uregulowaliśmy rachunek, po czym się pożegnaliśmy i wróciłam z Bartkiem do domu. Chłopak poszedł do sypialni, położył się na łóżku i wpatrywał w sufit.
-Coś się stało?- zapytałam.
-Nie- mruknął. Położyłam się obok niego i wtuliłam w jego bok. Ręka chłopaka automatycznie mnie objęła i przysunęła jeszcze bliżej.
-No przecież widzę, że coś cię trapi- zaczęłam temat po chwili.
-Zuzia- westchnął chłopak.
-No co? Martwię się? To takie dziwne?- zapytałam.
-Boję się reakcji twojej rodziny, okey?- wyrzucił z siebie w końcu. Spojrzałam na niego lekko zaskoczona, po czym położyłam się na nim i oparłam swoje czoło o jego.
-Kotku, nie masz czego. Oni wszyscy wiedzą co do ciebie czuję. I będą się cieszyć moim szczęściem.
-A ta ostatnia akcja? Damian nadal ma pewnie ochotę mnie zabić.
-Nie. On chce mojego szczęścia i wie, że tylko ty możesz mi je dać- wyjaśniłam z uśmiechem. Chłopak mnie przytulił i patrzył mi cały czas prosto w oczy.
-Kocham cię, maleństwo- wyszeptał.
-Ja ciebie też odpowiedziałam i pocałowałam go. Chłopak pogłębił pocałunek. Po dłuższej chwili pieszczoty położyliśmy się obok siebie i zasnęliśmy. Obudziłam się, kiedy na dworze zrobiło się ciemno. Chwyciłam telefon, na którego wyświetlaczu pojawiła się godzina 20:15. No ładnie, ładnie. Trochę pospaliśmy. Ale to nic. Usiadłam na łóżku i wybrałam numer mamy.
-Cześć kochanie- odebrała. Od razu usłyszałam tak charakterystyczny dla niej, wesoły ton.
-Hej mamuś. Co tam u was?
-Nie dzwonisz, nie odzywasz się. Odwiedziłabyś rodziców.
-Właśnie mam taki zamiar. W sobotę razem z Olą, Piotrkiem i Bartkiem przyjeżdżamy do Gdańska, żeby zakończyć ślubne przygotowania- poinformowałam.
-To wspaniale! Kiedy będziecie?
-W nocy z piątku na sobotę. Dokładnie jeszcze nie wiem o której.
-Tak się cieszę, kochanie. Nareszcie cię zobaczę- mówiła rozentuzjazmowana.
-Mamo, jest jeszcze jedna sprawa- dodałam szeroko uśmiechnięta.
-Słucham.
-Jesteśmy z Bartkiem parą- powiedziałam.
-Kolejna świetna wiadomość! Wiedziałam, że w końcu do siebie wrócicie- odpowiedziała moja mama.- Więc nocujecie u nas oboje?- upewniła się.
-Jeśli to nie problem- powiedział Bartek na tyle głośno, że usłyszała go moja mama. Włączyłam więc głośnomówiący, a moja mama odpowiedziała:
-Ależ kochani, oczywiście, że nie! Przyjeżdżajcie tu do nas jak najszybciej!
-Dam ci jeszcze znać o której powinniśmy być, pa mamo.
-Pa kochani- powiedziała i zakończyła połączenie. Postanowiłam poinformować wszystkich o naszym związku, w końcu skoro mamy tam jechać, to i tak ich spotkamy i lepiej, żeby dowiedzieli się od nas.
-Bartek- zaczęłam.
-Co jest kochanie?
-Myślisz, że Ada, Damian i Szymon powinni się dowiedzieć, że jesteśmy razem?
-Tak. W końcu skoro mamy tam jechać, to na pewno ich spotkamy. A lepiej, żeby dowiedzieli się wcześniej- stwierdził.
-Racja- odparłam i wybrałam numer Ady.
-Cześć Zuzia!- odebrała moja siostra zadowolonym tonem.
-Hej, hej! Nie przeszkadzam?- zapytałam słysząc w tle wesołe śmiechy.
-Jestem teraz z Wojtkiem i Tosią u Szymona i Marty. Przyszli też Damian z Alą, ale dla ciebie zawszę znajdę czas- odparła.
-Mam inny pomysł. Idź do salonu, powiedz, że to ja i że chcę wam coś powiedzieć, dobrze?- poprosiłam Adę.
-Nie ma sprawy- powiedziała i już po chwili usłyszałam jak dość głośno mówi- Słuchajcie, dzwoni Zuzia, chce nam coś powiedzieć!
-Cześć siostra!- krzyknęli jednocześnie Damian i Szymon.
-Hej chłopaki- odpowiedziałam. Kiedy przywitałam się już ze wszystkimi Marta zapytała:
-No to co chcesz nam powiedzieć?
-Po pierwsze w weekend razem z Olą, Piotrkiem i Bartkiem przyjeżdżamy do Gdańska załatwiać sprawy związane ze ślubem.
-No to świetnie- ucieszył się Damian.
-A po drugie?- zapytał Szymon. Przeklęłam w myślach. Dlaczego on tak dobrze mnie zna?
-Od wczoraj jestem z Bartkiem- odpowiedziałam. Cisza. Przez pierwsze sekundy właśnie to nam odpowiedziało. W moich oczach zaświeciły się łzy.
-Naprawdę?!- zapytała Ada zaskoczona.
-Tak- odpowiedział za mnie Bartek. Uśmiechnęłam się do niego, czując pierwszą łzę, która spłynęła po moim policzku. Czyżbym się pomyliła? Nie będą się ciszyć razem ze mną?
-Jestem zaskoczony, jak my wszyscy, ale uwierzcie. Bardzo cieszymy się waszym szczęściem!- powiedział wreszcie Szymon.
-Nawet nie wiecie, jak bardzo mnie zaskoczyliście- dodał Damian i zaczął się śmiać. Po chwili wszyscy się śmialiśmy. Ja i Bartek oraz nasi rozmówcy. Pożegnaliśmy się, obiecaliśmy, że spotkamy się w weekend i zakończyliśmy połączenie.
-I czemu ryczysz, głupia?- zapytał mnie Bartek z uśmiechem.
-A nie mogę?- odpowiedziałam wojowniczo, ze łzami w oczach oraz uśmiechem.
-Chodź tu, wariatko- zaśmiał się mój ukochany, przysunął się i mocno mnie przytulił.

*********************
Heyka!

Uwaga, dwie informacje.
Pierwsza- dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, założyłam kolejnego bloga. Wszystko znajdziecie pod tym linkiem, ja nic więcej nie zdradzę. http://unusual-perfect-story.blogspot.com/

Druga- Na prośbę pewnej osoby zachęcam Was do odwiedzenia bloga, który może nie ma nic wspólnego z tematyką siatkarską, ale jest bardzo ciekawy. W końcu, nie można żyć samą siatkówką, a autorka tego bloga ciekawie i ujmująco opisuje swoje przeżycia, emocje i nie tylko. Sama byłam zaskoczona. Mam nadzieję, że jeśli spodoba się Wam to, co przedstawia autorka zostawicie po sobie komentarz, ponieważ doskonale wiemy, jak to motywuje.
Z góry dziękuję w imieniu autorki.
Oto link: http://www.myslobook.pl/




To tyle.
Buziaki, Dream <3

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Rozdział 16

Wchodzę do szkoły razem z Olą. Przy wejściu siedzi Bartek, wedle planu. Uśmiecham się i podchodzę do Kurka.
-Cześć Bartek- mówię uśmiechnięta.
-O, hej Zuzka- odpowiada z entuzjazmem.- Co u ciebie?
-A wiesz, wszystko w porządku. Nie miałeś chyba jeszcze okazji, więc poznaj, to Ola, moja przyjaciółka- mówię i przyciągam dziewczynę za ramię.
-Miło mi poznać, Bartek jestem- mówi siatkarz i wystawia rękę w stronę mojej przyjaciółki. Ta uścisnęła ją, po czym przeniosła na mnie zaskoczone spojrzenie. Nagle do szkoły wchodzi Piotrek.
-Cześć stary- mówi i podchodzi do Bartka. Panowie witają się, a my z Olą stoimy obok.
-Cześć- odpowiada Bartek.- Pit, Zuzkę już znasz. Ale Oli jeszcze nie. Olu, to Piotrek- Nowakowski patrzy zaskoczonym wzrokiem na moją przyjaciółkę, po czym szeroko się uśmiecha.
-Piotrek- mówi i wystawia rękę w stronę Wilczewskiej.
-Ola- odpowiada dziewczyna i ściska jego dłoń.
-Świetnie, znacie się, więc chwilę sobą zajmijcie. Ja mam sprawę do Zuzki- mówi Bartek i odciąga mnie nieco dalej.
-Z tego będą dzieci- mówię uśmiechając się do Kurka.
-I to całkiem ładne- odpowiada.
-I wysokie.
-Ale nie tak ładne jak nasze- mówi siatkarz.
-Co?!- pytam zaskoczona.
-Nic, nic- uśmiecha się uroczo.
-My nigdy nie będziemy mieć dzieci- powiedziałam dobitnie.
-Ja to bym chciał dwóch chłopów i dwie dziewczynki...
-Kurek.
-I byłby Kacper, Mateusz, Oliwia i Julka.
-Kurek.
-I fajnie by było, jak raz by nam się udały bliźniaki.
-Kurek.
-A może nawet trojaczki.
-Kurek!
-Tak, masz rację trojaczki to przesada. Ale bliźniaki są spoko, nie?
-Kurek!!
-I będziemy mieć ładny, duży dom. Piękny ogród. I psa! Zawsze chciałem mieć psa- rozmarzył się.
-Ja pierdolę, co za debil- mruknęłam.
-O mnie mówisz?
-Masz jeszcze jakieś niesamowite plany dotyczące twojej przyszłości?- zapytałam.
-Naszej, kochanie.
-Chyba śnisz.
-O tobie.
-Śnij więc dalej, bo to jedyne co dostaniesz.
-Zobaczymy.
-Znowu zaczynasz być wkurwiającym mnie kretynem.
-Jesteś urocza, kiedy się złościsz.
-Nie złoszczę się. Gdybym się złościła, zapewne dostałbyś w ryj albo w brzuch, ewentualnie między nogi.
-Skąd w tobie tyle agresji?
-Mam indywidualne podejście do życia.
-Zauważyłem. Co nie zmienia faktu, że jesteś idealną kandydatką na matkę dla moich dzieci.
-Wtedy to będą nasze dzieci- upomniałam go.
-Czyli się zgadzasz?
-Nie!
-Uparta jesteś.
-Ale przy tym bardzo urocza.
-Nie mogę się nie zgodzić- uśmiechnął się.- Chyba będzie trzeba im pomóc. Niby gadają, ale...
-Ale mała pomoc nie zaszkodzi.
-Dokładnie- odparł. Wróciliśmy do naszych przyjaciół.- Dobra, gołąbeczki potem pogruchacie. Teraz lecimy na lekcje.
-Ale my wcale...- zaczęła Ola.
-Kochaniutka, będzie okazja, żeby pogadać, bo mamy z Zuzią pomysł, prawda?
-Tak. Ale to na razie tajemnica. To do zobaczenia chłopaki!- powiedziałam i pociągnęłam Olę w stronę sali od historii.
-Co to było?- zapytała moja przyjaciółka.
-A o czym dokładnie mówisz?
-O tym!- powiedziała wskazując stronę, z której przyszłyśmy.
-Chodzi ci o Bartka i Piotrka?
-No a o co? Ponoć nie lubisz Kurka.
-Zyskuje przy bliższym poznaniu- stwierdziłam.
-Nigdy do końca cię nie zrozumiem- westchnęła, po czym obie weszłyśmy do klasy i zaczęła się lekcja.

Obudziłam się i szeroko uśmiechnęłam. Tak, tą sytuację będę pamiętać do końca życia. Teoretycznie było to rozpoczęcie sparowania Oli i Piotrka. A praktycznie wyszło, że doprowadziło również do tego, że ja i Bartek zostaliśmy parą. Jakie życie potrafi być przewrotne.
-Czemu się tak uśmiechasz?- usłyszałam szept przy uchu.
-Przyśniło mi się, jak zaczęliśmy pchać Piotrusia i Olkę w swoje ramiona i nasza wspaniała rozmowa podczas której zaplanowałeś naszą przyszłość- odparłam.
-Pamiętam! Czwórka dzieci! Bliźniaki, bo trojaczki to przesada. Dom ogród i pies- zaśmiał się chłopak.
-Dokładnie- potwierdziłam i mocniej się do niego przytuliłam.
-Wiesz co ci powiem?- zapytał po dłuższej chwili ciszy.
-Hmm?- mruknęłam. Było mi niezwykle wygodnie i cieplutko.
-Kocham cię, Zuzia- powiedział. Podniosłam się, spojrzałam mu w oczy i odparłam:
-Ja ciebie też wariacie- po czym go pocałowałam. Leżeliśmy w łóżku jeszcze długo. Koło 10:30 oboje stwierdziliśmy, że czas wstawać. Bartek miał trening na 11:30, więc miał pół godziny, aby się wyrobić. A ja nie miałam umówionych żadnych spotkań, więc postanowiłam zrobić sobie wolne. Sama sobie jestem szefem i mogę. Nikt mi nie zabroni! Byłam umówiona z Olą, więc nudzić się nie będę. Poszłam więc do kuchni, aby tradycyjnie już usiąść na blacie i zrobić kawę. Po krótkiej chwili w pomieszczeniu pojawił się Bartek. Podszedł do mnie, położył swoje wielkie dłonie na moich biodrach i złożył namiętny pocałunek na moich ustach. Mruknęłam zadowolona i zarzuciłam mu ręce na szyję. Nagle zagotowała się woda, więc byliśmy zmuszeni oderwać się od siebie. Zalałam kawę i pomogłam Kurkowi zrobić kanapki. Zjedliśmy je dość szybko, po czym Bartek musiał już wychodzić, żeby się nie spóźnić.
-Leć już, bo Kowal ci głowę urwie- powiedziałam, po czym cmoknęłam go w usta i popchnęłam w stronę drzwi.
-A ty co będziesz robić?
-Jadę do Oli. Daj znać jak skończysz trening, zjemy obiad na mieście, pa- powiedziałam i poszłam do sypialni, aby wyszukać coś do ubrania. Z przygotowanymi rzeczami ruszyłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się, uczesałam i zrobiłam delikatny makijaż. Wrzuciłam do torebki najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z mieszkania. Zamknęłam je dokładnie, po czym klucze dorzuciłam do tego bałaganu w torbie i wyszłam z bloku. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam w stronę klubu fitness mojej przyjaciółki. Na miejscu byłam po ponad dwudziestu minutach! Skandal! Tak, kocham rzeszowskie korki. Po prostu nie ma piękniejszej rzeczy niż korki w Rzeszowie! Do telewizji z tym normalnie pójdę! Do gazet! Już widzę te nagłówki! "Rzeszowskie korki- ósmy cud świata" albo "Korki w Rzeszowie- czyli jak uprzyjemnić sobie poranek". Anyway. Wysiadłam z auta i ruszyłam do wejścia.
-Dzień dobry- powiedziała dziewczyna na recepcji.
-Dzień dobry- uśmiechnęłam się.- Ja szukam Oli, właścicielki.
-Pani Ola za dziesięć minut kończy zajęcia. Proszę usiąść i poczekać- poinformowała mnie.
-A mogłabym popatrzeć- poprosiłam.
-No dobrze. To tamta sala- wskazała mi drzwi.- Ale jak by co, wszystko zwalę na panią- zaśmiała się.
-Wezmę to na klatę- powiedziałam, na co obie parsknęłyśmy śmiechem.- Zuza jestem- podałam dziewczynie rękę.
-Kinga, miło mi- odpowiedziała i uścisnęła moją dłoń. Poszłam do wskazanej przez Kingę sali i stanęłam w rogu przyglądając się ile energii wkłada Ola w swoją pracę. Po chwili zajęcia się skończyły. Kiedy na sali została tylko moja przyjaciółka zaczęłam bić brawa. Wilczewska odwróciła się zaskoczona, a kiedy zobaczyła, że to ja popukała się w głowę i cicho zaśmiała.
-Chciałaś pogadać- powiedziałam.
-Wiesz o czym, możesz już zacząć opowiadać- zaśmiała się.
-O czym? O tym jak wpadłam do mieszkania, wyłączyłam mu telewizor i po krótkiej wymianie zdań wyznałam miłość? Nie ma o czym- powiedziałam.
-Z tego co słyszę jest- stwierdziła moja przyjaciółka. Usiadłyśmy na podłodze plecami opierając się o lustra na ścianach i zaczęłyśmy rozmowę. Kiedy Ola znała już ze szczegółami całą historię, podniosłyśmy się i ona ruszyłam do szatni się przebrać a ja na recepcję, aby na nią poczekać. Siedziałam tam dłuższą chwilę, kiedy nagle w pomieszczeniu pojawili się...

**************
Heyka!
Miało mnie nie być. Ale moja pani od polskiego zachorowała, przepada mi jutro sprawdzian, więc mam dobry humor, dzięki czemu wstawiam nowy rozdział.
Od razu mówię- planuję być bardziej regularna w pisaniu (jeden rozdział tygodniowo- minimum). To jest mój cel. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
To nie koniec wiadomości- w sobotę (a właściwie w piątek po południu) zaczynam ferie. I UWAGA UWAGA- na 90% zaczynam nowego bloga! Nie zdradzę kto jest głównym bohaterem. Pierwsze rozdziały również niewiele o nim mówią. Już zaczynam się zastanawiać, komu uda się zgadnąć.
Nie przedłużam.
Cieszę się, że moja wena wróciła (NARESZCIE!) i znowu piszę, bo chcę, a nie, bo muszę.
Tyle chyba.
Buziaki, Dream <3 :*

sobota, 7 stycznia 2017

Rozdział 15

Edit1: Rozdział z dedykacją dla Miska13 z okazji urodzin :*  <3

Wsiadłam do samochodu i ruszyłam do naszego mieszkania. Kilka minut później byłam już na miejscu. Wzięłam głęboki oddech i wtedy naszły mnie wątpliwości. Robię dobrze? A może nam nie wyjdzie? A jeśli znowu go stracę? Zacisnęłam ręce na kierownicy i wysiadłam z samochodu. Ruszyłam do wejścia. Weszłam do mieszkania, zostawiłam wszystkie rzeczy w korytarzu i krzyknęłam:
-Bartek!
-Jestem w salonie!- usłyszałam w odpowiedzi. Weszłam do wskazanego przez chłopaka pomieszczenia i zauważyłam, że ten ogląda telewizję. Chwyciłam pilota i wyłączyłam odbiornik.- Mogę wiedzieć co robisz?- zapytał zaskoczony.
-Musimy porozmawiać- powiedziałam zdeterminowana.
-Rano byłaś mniej rozmowna- mruknął.
-Chcesz się kłócić?- zapytałam. Zaczynałam się już denerwować, a cała moja pewność siebie gdzieś ulatywała.
-Nie, ale może teraz to ja nie mam ochoty na rozmowę tak, jak ty rano- stwierdził. Westchnęłam i oparłam się o parapet wpatrując się w widok przede mną. Poczułam silne ramiona, które oplotły mnie w pasie.- Przepraszam- wyszeptał mi do ucha. Nic nie odpowiedziałam, tylko odwróciłam się i przytuliłam do niego. Delikatnie zaciągnęłam się zapachem jego perfum. Kocham ten zapach. Kocham jego. Ale niby jak mam mu to powiedzieć?!
-Bartek...- zaczęłam, ale urwałam.
-Tak?
-Możemy porozmawiać?- zapytałam.
-Jasne- odparł, po czym oboje usiedliśmy na kanapie.- O co chodzi.
-Obiecaj mi najpierw, że to co się stanie nic między nami nie zmieni- poprosiłam.
-Dobrze, obiecuję. Ale o co chodzi.
-Zależy mi na tobie. Nie jak na przyjacielu. Na tobie. Kocham cię. Nigdy nie przestałam- wyszeptałam patrząc mu w oczy i spuściłam głowę. Odpowiedziała mi cisza. Niepewnie podniosłam głowę i zobaczyłam zaskoczonego Bartka. Z moich oczu popłynęły łzy. Czyli Nowakowski się pomylił, a ja zrobiłam z siebie debilkę, zajebiście.- Przepraszam- dodałam szeptem i wstałam z zamiarem ucieczki. Bartosz był jednak szybszy i chwycił mój nadgarstek, pociągnął mnie tak, że wylądowałam mu na kolanach, przytulił i powiedział:
-I jak to ma niby nic nie zmienić? Ja ciebie też kocham, Zuzia. A dzień w którym się rozstaliśmy był najgorszym w całym moim życiu. Kocham cię! Kocham!- mówił patrząc mi prosto w oczy. Nie wytrzymałam i rozpłakałam się na dobre. Mocno wtuliłam się w chłopaka, który pocałował mnie w głowę i wytarł moje policzki. Kiedy się już uspokoiłam podniosłam głowę i wpiłam się w usta chłopaka. Nadal były miękkie, tak jak je zapamiętałam. Bartek odwzajemnił mój pocałunek, po czym mocno mnie do siebie przytulił.
-Tak bardzo się bałam tego dnia, a jest on jednym z najwspanialszych w moim życiu- wyznałam.
-To było takie trudne. Miałem cię tak blisko, a jednocześnie byłaś tak daleko- powiedział Bartek.- Ale teraz już jesteś tylko moja- dodał i znów mnie pocałował. Nagle wstał, wziął mnie na ręce i zaczął się kręcić.
-Aaaa!- pisnęłam przestraszona.- Co robisz, wariacie?!
-Cieszę się! Znowu jesteś moja. Tym razem na zawsze- wyszeptał mi w usta, po tym jak postawił mnie na ziemi i kolejny raz pocałował. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.- Zanim otworzymy odpowiedz: zostaniesz moją dziewczyną?- w odpowiedzi kolejny raz go pocałowałam. Ten zadowolony ruszył do drzwi.
-Cześć!- usłyszałam radosne powitanie Oli i Piotrka.- Mam nadzieję, że daliśmy wam dość czasu- dodała moja przyjaciółka.
-O czym mówisz?- zapytał z udawanym zaskoczeniem Bartek.
-Nie mów mi, że Zuzka tu nie przyjechała i nie wyjaśniliście sobie wszystkiego!- usłyszałam zdenerwowany głos Oli.
-No wiesz...- zaczął Bartek. Nie wytrzymałam. Wybuchnęłam głośnym śmiechem, weszłam do korytarza i pocałowałam Bartka stając na palcach. Ten objął mnie w talii.
-Wygrałem!- krzyknął zadowolony Piotrek i pocałował policzek Oli.
-A może wejdziecie- zaproponowałam nieśmiało. Nie musiałam tego dwa razy powtarzać i już po chwili siedzieliśmy całą czwórką w salonie. Bartek cały czas mocno mnie przytulał, jakby się bał, że mu ucieknę. Nie ma mowy panie Kurek! Teraz już się mnie nie pozbędziesz!
-To co wygrałeś, Piotruś?- zapytałam.
-Ja wybieram gdzie jedziemy na wakacje!- ucieszył się. Rozmawialiśmy długo. Grubo po północy Ola i Piotrek ubrali się i opuścili nasze mieszkanie. Przed wyjściem przytuliłam oboje. Najpierw Olę, która wyszeptała mi na ucho:
-Widzę cię jutro u siebie, chcę znać wszystkie szczegóły- uśmiechnęłam się tylko szerzej i kiwnęłam głową. Kiedy przytuliłam Piotrka tan szepnął:
-Cieszę się, że się wam udało.
-Gdyby nie ty nadal tkwilibyśmy w miejscu- odpowiedziałam i odsunęłam się od chłopaka. Stanęłam obok Bartka, który objął mnie ramieniem i pomachaliśmy jeszcze raz naszym przyjaciołom, a następnie zamknęliśmy za nimi drzwi. Stałam tak wtulona w Kurkowy bok i cały czas szeroko się uśmiechałam.
-Z czego się tak cieszysz- zapytał mój ukochany mężczyzna.
-A wiesz, życie zaczęło mi się układać. Mam świetnie prosperującą firmę, kochaną rodzinę, wspaniałych przyjaciół. No i faceta, którego kocham- powiedziałam.
-Znam go?
-Chyba tak. Dość wysoki, ale bez przesady. Brunet. Niebieskie oczy. Świetnie zbudowany- przejechałam dłonią po jego klatce piersiowej.- Kojarzysz?
-Coś mi świta. Musisz go pocałować, żebym miał pewność- słysząc to stanęłam na palcach i ponownie przywarłam do warg mojego siatkarza. Ten położył mi ręce na biodrach i kiedy się od niego odsunęłam powiedział- Tak właśnie myślałem, że o niego chodzi, ale nie byłem pewien.
-Kretyn- mruknęłam wesoła.- Jemy coś czy idziemy spać?
-Ja to mam ochotę na ciebie- wymruczał chłopak i ponownie zaczął mnie całować. Po dłuższej chwili przyjemności oderwaliśmy się od siebie.
-A ja to bym zjadła kanapkę z ogórkiem- stwierdziłam.
-Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem- odparł chłopak i złapał mnie za rękę ciągnąc do kuchni. Posadził mnie na blacie i zaczął rozbić kanapki, z ogórkiem oczywiście.
-Proszę- powiedział po chwili stojąc przede mną z talerzykiem pełnym kanapek. Oplotłam go nogami w biodrach, przyciągnęłam do siebie i protu w usta szepnęłam:
-Dziękuję- chłopak wykorzystał okazję i skradł mi szybkiego buziaka. Usiadł obok mnie i zaczęliśmy jeść.- Bartek...- zaczęłam po chwili.
-Hmm?- mruknął z pełną buzią patrząc na mnie.
-Ten blat to wytrzyma?- zapytałam patrząc ze sceptyczną miną na blat szafki, na którym siedzieliśmy. Siatkarz połknął kęs kanapki, który miał w ustach i z iskierkami w oczach oraz sugestywnym uśmieszkiem powiedział:
-Uwierz mi, ten blat jeszcze wiele wytrzyma- parsknęłam śmiechem słysząc to. Zeskoczyłam na ziemię i umyłam talerzyk. Bartek objął mnie ramieniem i ruszyliśmy do sypialni gasząc po drodze wszystkie światła. Przebrałam się w piżamę i położyłam się na łóżku. Leżałam na plecach czekając, aż mój luby do mnie dołączy. Nagle Bartek położył się. Ale nie ze mną. Na mnie.
-Kurek, klocu. Ile ty masz sadła- mruknęłam czując spory ciężar.
-Jakiego sadła. To są same mięśnie, kotku- powiedział, po czym się podniósł siadając na mnie okrakiem i zaczął prężyć swoje muskuły.
-Taa... Faktycznie, powalające to twoje sadło- odparłam ironicznie, ale w moich oczach można było dostrzec iskierki radości. Bartek oparł się na łokciach po obu stronach mojej głowy. Był tak blisko, że stykaliśmy się nosami. Oboje mięliśmy szerokie uśmiechy i ten charakterystyczny błysk w oku. Poczułam namiętny pocałunek składany na moich wargach. Zamknęłam oczy i zarzuciłam Bartkowi ręce na szyję. Po chwili oderwaliśmy się od siebie. Siatkarz położył się obok mnie i mocno przytulił.
-Kocham cię- powiedział.
-Ja ciebie też- odpowiedziałam.
-Dobranoc.
-Dobranoc- po tym poczułam jeszcze tylko delikatny pocałunek złożony na mojej głowie i już spałam.

************
Witam!
Zapraszam do czytania.
Rozdział napisany w 20 minut, pomijając początek (cztery linijki chyba). Tak to właśnie działa proszę państwa, kiedy przez długi czas nie potraficie nic napisać, a jak już was weźmie, to zastanawiacie się czy nie założyć kolejnego bloga. Tak, ta myśl kołacze mi się od rana w głowie. Mam zapas (prolog i dwa rozdziały), ale nie mam podjętej decyzji. Ale mam plan.
Jak na razie przedstawiam Wam sielankę u Zuzi i Bartka. To nic, że miało być inaczej. To nic, że oni nigdy nie mięli być razem w tym opowiadaniu. Niby taki był plan, ale jak wiemy plany się zmieniają.
Nie jestem pewna, po co pisałam tą całą notatkę, ale cóż.
Nie wiem, kiedy pojawi się next, nie mam pojęcia.
Już prawie kończę. Jeszcze tylko jedno...
KAMIL STOCH ZWYCIĘZCĄ TURNIEJU CZTERECH SKOCZNI! PIOTR ŻYŁA DRUGI! MACIEJ KOT CZWARTY!
No właśnie.... Oglądałam wczoraj tylko końcówkę (dzięki nauko, dzięki szkoło) ale ze łzami w oczach. Popłakałam się prawie tak jak po każdym meczu naszych orzełków (tak, płaczę prawie na każdym). Byłam taka dumna, w sumie nadal jestem.
Żal mi jednak Tandego, którego ostatni skok zniszczył marzenia o zwycięstwie. Jednak wielki szacun za lądowanie i utrzymanie się na nogach. Bo było to niesamowite.
Tyle, kończę bo macie mnie dość, wiem.
Buziaki, Dream :* <3